środa, 19 lutego 2014

67. Zabawne dni, płacz i całus.

Witam, kochani! Mam nadzieję że nie będziecie bardzo źli że tak późno dodaję notkę, co? Cały czas sobie myślę że to już koniec bloga, ale nie umiem tego skończyć- idealne zakończenie już dawno siedzi w mojej głowie... Dobra, dobra, notkę dedykuję Viki Mizuri i Glonojadowi (xd) !
***
Sakura i Nemezo obudzili się dość wcześnie. Ptaszki śpiewały, lekarze wrzeszczeli... Czekaj, wrzeszczeli?
- Co im odwala?- zapytał Nemezo ziewając szeroko i podrapał się po głowie.
- Mnie nie pytaj...- mruknęła Sakura próbując wstać, ale Rin podczas snu objęła ją nogami i rękami, więc nie było szans.- Twoja siostrzyczka jest słodka, ale zrób z tym coś, no weź japy nie ciesz, tylko ją weź!
Nemezo chichocząc pstryknął Rin w ucho, a ta ze wrzaskiem wstała.
- Powaliło cię?! Idiota!- wrzasnęła.- Kurde, gdzie my jesteśmy?
Wspomnienia wróciły. Cóż, znajdowali się w parku, pod drzewem. 
- Doktorze Hoyoko, znaleźliśmy ich!- usłyszeli krzyk mężczyzny biegnącego w stronę nastolatków. 
- Co do cholery...? - mruknął Nemezo.
- Głupi jesteście? Co tak zniknęliście nagle?! Wszyscy z niezłą cholerą biegają po całym szpitalu i was szukają! Rin! Sakura! Nemezo! Wracamy!- warknął starszy mężczyzna przejeżdżając ręką po karku. Wziął Nemezo za ucho i kazał dziewczynom iść za nimi, co posłusznie zrobiły. Szczerze mówiąc, Sakurze było trochę głupio. Musieli się o nich bardzo martwić, a oni taki numer odstawili. 
Kiedy znaleźli się już w budynku, dostali niezły opieprz od pielęgniarek i skruszeni powlekli się do pokoju Sakury.
Czerwonowłosy wyluzowany usiadł na łóżku Sakury, a Rin podekscytowana kręciła się koło różowowłosej.
- Dobra, muszę się przebrać.- powiedziała Sakura do znajomych i weszła z ubraniami do łazienki, a po chwili wyszła ubrana w czarne glany, różowe rurki i luźną czarno-zieloną koszulkę. Włosy na szybko spięła w kok, więc był on bardzo niesforny.
- Sakura, wyglądasz prześlicznie!- pisnęła Rin podbiegając do dziewczyny i przytulając się do niej.- Powiedz coś, debilu. Wygląda ślicznie, nie?- Ton głosu czerwonowłosej szybko się zmienił.
- Tak, dobrze wyglądasz, Sakura.- powiedział Nemezo zacinając się i unosząc brwi.
Rin chwyciła różowowłosą za rękę i pociągnęła w stronę drzwi. 
- Chodźcie, idziemy zagrać w koszykówkę! To znaczy... wy gracie jeden na jeden, a ja patrzę, bo nie umiem.- dziewczyna pokazała język i pociągnęła Sakurę za sobą.
- Zaczekajcie!- krzyknął Nemezo i pobiegł za nimi.
O szesnastej przyszła pielęgniarka poinformować że Sakura na gości. 
- Akurat kiedy było 2:1 dla mnie...- szepnęła Sakura z uśmiechem.
- Sakurciu, świetnie ci poszło!- krzyknęła Rin rzucając się na nową przyjaciółkę.
- Emm... Um... Dzięki?
Dziewczyna poprosiła by rodzeństwo przywitało się z jej przyjaciółmi. Weszli do pokoju Sakury.
Na kanapie siedział Kiba, Sai, Deidara i Sasuke, na parapecie Sasori, Tobi i Yahiko, a na łóżku Ino z Hinatą oraz Konan. Przy drzwiach stał Naruto. Był cały blady i niespokojny. Kiedy weszli w trójkę do pokoju, spojrzał na Sakurę i chwycił ją w ramiona.
- Sakura!


- Naruto...- szepnęła zaciskając ręce na jego koszuli. Jego zapach.. Tak za nim tęskniła... Jego silne ramiona objęły ją jeszcze bardziej, i poczuła nagle że chłopak szlocha.
- Sakura, ja przepraszam! Przepraszam! To moja wina, przepraszam!- z każdym słowem coraz bardziej łkał.
Przytuliła go jeszcze mocniej.
- Naruto, Naruto, spokojnie... ci... Nie płacz... Kocham Cię, nie płacz, to nie Twoja wina... To był nieszczęśliwy wypadek, kochanie... nie płacz...
Jego ręce zacisnęły się na jej drobnym ciele jeszcze bardziej. Wszyscy ze wzruszeniem, a nieliczni z mordem w oczach (Deidara, spokojnie...) oglądali tą scenę. Rin i Nemezo spojrzeli w dwie różne strony by tylko nie oglądać tego "sypania miłością".
Naruto podniósł Sakurę do góry i mocno pocałował w usta.


- Tak tęskniłem... ja tak tęskniłem...- szeptał cicho.
Sakura się uśmiechnęła i ponownie go pocałowała.
***
Jej mili goście wyszli dopiero o 18:00, bo był już koniec odwiedzin jak na dzisiaj. Deidara dość dziwnie się zachowywał, jak Naruto wypuścił Sakurę z objęć, podbiegł do niej i przytulił ją z całej siły oraz pocałował w głowę (przez co oberwał z kopniaka od Naruto), jej przyjaciółki polubiły się z Rin, oraz spodobał im się "ten bóg seksu- Nemezo" a reszta chłopaków była jak zwykle, poza tym że wszyscy przytulali Sakurę- tak się cieszyli!
- Co on tak cię obcałowywał, co?- pytała wciąż Rin z dziwną miną.
- Cóż.. oboje się stęskniliśmy. 
- Ahhmmm...
Siedzieli w trójkę na kanapie u Rin. Buteleczka sake była praktycznie cała wypróżniona, opakowania oreo i chipsów walały się po podłodze (no super, sama sobie zrobiłam smaka), było dawno po "godzinie policyjnej", czyli już koło pierwszej w nocy.
Sakura wstała z kanapy (choć w objęciach Nemezo i Rin było jej bardzo przyjemnie) i poszła do łazienki. Myjąc ręce usłyszała kawałek rozmowy.
- Daj spokój! Tylko nie ona! 
- Zamknij się, nie twoja sprawa!
- Moja, w końcu jesteśmy rodzeństwem.
- W miłości nie ma ograniczeń!
Mówili to tak cicho, że różowowłosa nie rozróżniała głosów.
Weszła do pokoju i uśmiechnęła się.
- Zagramy w coś?- zaproponowała.
Opróżnili do końca sake i zaczęli grać w trójkę w pytanie/wyzwanie.
- Nemezo. Taaak.... chick! Weź Sakurkę, i.. chick! Zatańczcie mi tu poloneza....
Nemezo wstał lekko się kiwając i poprosił Sakurę do tańca.
Tańczyli dość dziwnie, bo co chwilę on lub ona zataczali się.
- Sakuuraaaa... weź... idź po kolejną butelkę sake...- mruknął Nemezo zadając dziewczynie kolejne zadanie. - Nie mogą cię zauważyć...
Sakura zbiegła (stoczyła się) na dół, wbiła do otwartej kuchni, porwała dwie butelki sake oraz trzy schłodzone piwa i pobiegła do pokoju.
*Butelkę później*
- Riiiin, pocałuj Sakurę w poooliczka....- wydukał Nemezo podpierając się ręką podłogi i wskazując palcem na dziewczynę.
Czerwonowłosa z uśmiechem przybliżyła się do zdezorientowanej Sakury i pocałowała ją. Ale w usta. Ręką pogłaskała jej włosy, policzek  i oderwała się od niej, by po chwili znów przycisnąć usta do jej.
- Rin! Powaliło cię?!- prawie krzyknął brat dziewczyny, odrywając siostrę od ofiary.
- R..Rin?- zapytała Sakura trochę speszona drapiąc się z tyłu głowy (załapała to od Naruto).
- Hum, hum, hum... nie mówiłem ci? Ona jest lesbijką...- mruknął Nemezo biorąc śpiącą siostrę na ręce i kładąc na łóżko. 
- Nie?!
- Ups, sorki... Bardzo jej się spodobałaś. No i cóż... miała dzisiaj niezłe zazdro o ciebie.- powiedział chłopak siadając koło Sakury i klepiąc ją po plecach. 
- Bo całowałam się z Naruto?
- Tak jest, w sumie... ja też się najlepiej nie czułem z tym.- spojrzał na nią kątem oka.- Kurde, laska, ale szybko zasnęłaś. I to w pozycji siedzącej...
Ułożył Sakurę sobie na kolanach a sam usnął. 
Następnego dnia Rin bardzo przepraszała Sakurę. Wyznała jej, że bardzo się jej spodobała i nie umiała się powstrzymać. W końcu obie uznały że zostanie jak było (no, oprócz tego że Rin teraz co chwilę starała się całować Sakurę "przypadkiem"). Kilka dni później Sakura już opuszczała szpital. 
- Pa, Rin.- powiedziała Sakura do czerwonowłosej kiedy przyjechał po nią autobus z innymi uczniami Liceum Konoha.
- Sa... Sa.. Sakura!- krzyknęła Rin, rzucając się z płaczem na Sakurę. Namiętnie ją pocałowała i wypuściła z uścisku.
Usłyszeli głośne śmiechy, krzyk Naruto i przekleństwa kilku chłopaków (w tym Nemezo).
- No, to pa, Nemezo.- rzuciła Sakura ze smutnym uśmiechem.
- Sakura...- powiedział cicho a łzy mu poleciały po policzkach.
- Ejejejejeje! No nie becz! Nemezo, no! Weź się w garść! Prooooszę, nie płaaacz!- Sakura zdenerwowana podała mu swoją chusteczkę.
Chwycił ją za ramiona i pocałował.
- ŻE JAAAAK?!- wrzask Naruto było słychać już tu.- Zabiję debila!
*Powtórka z rozrywki?!- pomyślała zszokowana Sakura*
- Emmm, umm... wiem że to chamskie na oczach Twojego chłopaka, ale widzimy się pewnie ostatni raz. Pa, Sakura!- szepnął chłopak z lekkim uśmiechem popychając dziewczynę stronę autokaru. 
Nieprzytomna pomachała rodzeństwu, weszła do pojazdu, gdzie powitały ją gromkie brawa i piski i usiadła koło Naruto.
- Pocałowali cię?! Oboje?!- wrzasnął ciągnąc się za włosy.
- Nooo, dość niespodziewane, wybacz, kochanie...
Naruto bez słowa pochylił się nad nią i pocałował, długo, aż Sakurze się gorąco zrobiło. 
- To ma zamazać tamte pocałunki.- mruknął i chuchnął jej w kark.
Autobus pojechał, a Sakura powoli zjechała z siedzenia.
***
OJEJU, OJEJU, TYLE POCAŁUNKÓW, ŻE SAMA SIĘ DZIWIĘ.
Podobało się? Jakoś.. dziwnie mi to wyszło O.O 
Pozdrówki, liczę na ponad 10 komentarzy, a jak inaczej!


piątek, 14 lutego 2014

Valentine's Day

Obiecana walentynkowa notka :****
***
- Inooo, to boli!- sapnęła Sakura wyrywając się przyjaciółce.
Wszystkie dziewczyny z ich klasy robiły sobie dziś posiadówkę w domu Konan (najlepsza możliwość gdyż mieszkała sama), w końcu były walentynki!
Różowowłosa dała Ino po łapach, chwyciła jedwabną poduszkę z łóżka i zaczęła okładać nią dziewczynę.
- NIGDY. WIĘCEJ. NIE. TYKAJ. MNIE. NAOSTRZONYM. OŁÓWKIEM. W. ŻEBRA!- wrzasnęła, i przez przypadek potknęła się do tyłu upadając na Hinatę jedzącą tort czekoladowy.
- Sakura!- krzyknęła granatowowłosa wbijając twarz w miękki czekoladowy krem.
- Omsss, przepraszam!- mruknęła winowajczyni. Nabrała z twarzy Hinaty trochę kremu i spróbowała.- Masz szczęście że torcik dobry!
- Sa-Sakura-chan, to niemiłe!- powiedziała trochę podenerwowana Hyuuga, wstając i idąc do łazienki. Nie doszła do WC, bo słysząc dzwonek do drzwi zeszła na dół, mając nadzieję że to Tenten której brakowało. 
- Ino, Sakura, tak poza tym, nie umówiłyście się na dziś z chłopakami? To dziwne.- zauważyła Karin malując sobie paznokcie.
- Cóż.. Naruto mnie nigdzie nie zaprosił, chyba zapomniał o walentynkach...- powiedziała cicho Sakura, sadowiąc się na ziemi i kładąc poduszkę na kolanach. - A ty, Ino?
- O 18 przychodzi po mnie Shikamaru!
- Szczęściara...
Usłyszały kroki i spojrzały w stronę drzwi by powitać z powrotem Hinatę i najpewniej Tenten. Ale to nie była Tenten tylko... Kiba!
- Eeeh? Kiba-kun? Co ty tu robisz?- zapytała Ino patrząc na niego wielkimi oczami. 
- Śmierdzielu, śmiesz przychodzić do domu tak zacnej osoby jak Konan?- dodała Sakura ze śmiechem.
- Jak zawsze miła... Niee, przyszedłem pogadać. Hinata, tak w ogóle, czemu masz na sobie coś dziwnego?- zauważył chłopak przypatrując się dziewczynie. Z piskiem pobiegła do łazienki i po chwili wróciła.
- Emm, możemy pogadać?- zwrócił się znów do granatowowłosej. Wyszli na korytarz. Wszystkie cichutko podeszły do drzwi, zauważyły że Kiba coś do niej mówi, całuje ją w policzek i wychodzi. Szybko wróciły na swoje miejsca.
Hinata w stanie szoku weszła do pokoju.
- ZAPROSIŁ MNIE NA RANDKĘ!!
- IIIIII!! SERIO?! Idziemy do Hinaty wybrać jakieś ciuchy dla niej!
Kilka minut potem już stały przed szafą dziewczyny, a po chwili już miały wybraną czerwoną sukienkę w kwiaty i niskie, białe platformy.
Jakiś czasem potem Hinata wyszła. Po niej Ino, Karin i Konan. Wszystkie poszły spotkać się ze swoimi chłopakami/kolegami.
Sakura szła przez ulice miasta z rękami w kieszeniach, miała ponury humor i strasznie powłóczyła nogami. 
Wchodząc do swojego domu, w którym było już ciemno, poczuła słodki zapach.
Światło się zapaliło.
- Najlepszych walentynek, głupku!- krzyknął jej ukochany Naruto zeskakując ze stołu. Na stoliczku leżał przygotowany tort z truskawkami, obok leżała mała paczka. 
- Na.. Naruto? Co ty tu robisz?- wyjąkała.
- A co, nie chcesz mnie tu?- zapytał z fochem.- cały dzień piekłem ten cholerny tort! Ehhh!
Podszedł do niej, przytulił najmocniej jak potrafił (przez co poczuła jego cudowną wodę kolońską), ujął jej twarz w dłonie i pocałował w nos. Z wielkim wyszczerzem podał jej paczuszkę. Drżącymi rękami odpakowała prezent, a z pomiędzy delikatnych chusteczek wypadł jej na ręce naszyjnik. Cudowny, platynowy naszyjnik, w kształcie Saturna, ze wszystkimi jego pierścieniami, a sam Saturn zrobiony był z małych brylancików. Sakurze poleciały łzy z oczu.
- Naruto... piękne! Dziękuję! To najpiękniejsza rzecz jaką w życiu widziałam!- krzyknęła szczęśliwa.
Uniósł jej włosy do góry i pomógł zapiąć łańcuszek.
- Wyglądasz ślicznie, jak prawdziwa nimfa leśna!- uznał z uśmiechem przytulając ją powtórnie do siebie.
Powoli się nad nią nachylił i pocałował w miękkie usta. Ciepło i słodycz ust osoby, którą się najbardziej kocha było nieopisane. Obdarzył ją iście gorącym pocałunkiem, nie mieli nawet czasu nabrać oddechu. Nie widząc na oczy, polecieli na podłogę. Dłońmi muskał jej twarz, szyję, włosy, a ona z wielką pasją całowała ukochanego. Powoli ściągnęła mu koszulkę, a on delikatnie acz namiętnie przygniótł ją całym ciężarem swojego ciała do podłogi. Ich usta po raz kolejny rozegrały namiętną walkę. 
- Sakura...- szepnął Naruto.
- Naruto!- jęknęła pomiędzy pocałunkami gdy przygryzł jej dolną wargę. Nagle zadzwonił telefon. Sakura wstała z ziemi i podbiegła do aparatu.
- Halo?
- Sakurcia, tu mamusia. Tatuś, babusia i ja życzymy Ci wspaniałych walentynek!- usłyszała głos swojej rodzicielki. 
- TAAAAK, DZIĘKUJĘ, NAWZAJEM.- powiedziała najmilej jak umiała i trzasnęła telefonem.
Naruto zaczął się śmiać i ubrał koszulkę, a Sakura poprawiła swoją. 
- Mimo wszystko, to nie jest nam dzisiaj dane!- uznał Naruto ze śmiechem.
- De-de-debilu!! Co masz na myśli mówiąc t-to? BAAAKAA!- wrzasnęła czerwona Sakura uderzając Naruto w twarz.
- I znowu mi się dostało...- mruknął blondwłosy pocierając policzek.- Dobra, idziemy do baru, zbieraj się!
Dziesięć minut później stali przy wyjściu z domu. 
- Idziemy?
- Tak..
- Naruto?
- Hmm?
- Przepraszam.- szepnęła Sakura całując chłopca w czerwony policzek.

I TAK SIĘ ZAKOŃCZYŁY RANDKI WSZYSTKICH:
Yahiko zaatakował pies:

Próbował ją pocałować:


Byli na karaoke:



Poszli do parku na spacer:




Randka w barze:



KOCHAM WAS WSZYSTKICH.
I MIMO ZŁAMANEGO SERCA, MAM WAS <3




NARUSAKU PIEPRZONE WALENTYNKI

Cześć kochani, notka walentynkowa (swoją drogą to zjebane święto) pojawi się wieczorkiem, teraz dodam kilka gifów NaruSaku z tej okazji -_-
Odcinek NS 206:





Jakaś krótka OVA po napisach:


Odcinek NS 175:



Odcinek 1/2 NS:




Ova Naruto Shippuuden x UT:

Opening 12 NS (chyba):

Naruto x UT OVA:



środa, 15 stycznia 2014

66. Odwiedziny, wyznanie i rodzeństwo.

Cześć wszystkim! Ta tu o to autorka wróciła, i przeprasza bardzo za opóźnienia Q.Q Tą notkę dedykuję wszystkim moim czytelnikom, anonimowym i nie-anonimowym. Dziękuję wam bardzo za komentarze, jesteście kochani! A, i przepraszam Sakura-chan, że notka nie pojawiła się wczoraj jak obiecałam.. Zapraszam mordeczki do czytania!
***
Sakura została przewieziona do szpitala znajdującego się pięć kilometrów stąd. Naruto nie opuścił jej nawet na krok, tak długo kłócił się z lekarzami, że wykończeni dyskusją postanowili pozwolić mu jechać z nią. Sakura nie była w najlepszym stanie- skręcona bądź złamana kostka, dużo zadrapań- głębszych i powierzchniowych, wstrząs mózgu, dwa złamane żebra... ale żyła. Naruto, patrząc na poobijaną ukochaną łzy leciały z oczu. Trzymał ją cały czas za rękę. Czasami podnosił ją do ust i całował lekko. 
Gdy dojechali na miejsce, musiał się z nią rozstać. Została przewieziona na oddział intensywnej terapii. Mimo że zapewniali go, że nie jest aż tak źle, czuł że kłamią tylko po to, żeby nie był tak zmartwiony. Lekarze kazali mu zostać na zewnątrz- musiał sie uspokoić bo wszystkich by pozabijał. Autobus z uczniami Liceum Konoha przyjechał chwilę później- zrobił trzy obroty, i o mało nie uderzył w ścianę szpitalu.
- Itachi...- mruknął Naruto patrząc na poczynania Uchichy za kółkiem, próbującego zapanować nad pojazdem. Wrzaski w środku busa świadczyły o tym, że Łasica wcale nie prowadził pod pozwoleniem Pani Tsunade. Wsiadł i już, jak on coś chce...
Drzwi pojazdu z hukiem się otworzyły, i wszyscy jego przyjaciele wysypali się na zewnątrz. 
- Naruto! Co z nią?- zdyszany Kiba podbiegł do blondwłosego.
- Nie mam pojęcia. Kazali mi się uspokoić i czekać tu. Pierdolone dzidy!- chłopak wściekły walnął glanem o filar. Wszyscy na niego patrzeli. Tsunade położyła mu rękę na ramieniu ale ją strząsnął.  - Co to ma w ogóle być?! Nie powinno do tego dojść! Dobra, pokłóciliśmy się. I co? To moja wina. Nie powinienem tak na nią wrzeszczeć. Chciałem tylko... nieważne. To moja wina! Ale to ona...
Gdyby nie szum naokoło, Naruto uznałby że coś mu się przewidziało. Deidara do niego podszedł i po prostu go uderzył. 
Poleciał do tyłu i walnął plecami o ścianę.
- Twoja wina? Tak, to jest twoja wina! Jeśli sądzisz, że w tym jest choć trochę winy Sakury, to mi ją po prostu oddaj!- krzyknął wściekły Deidara podchodząc szybkim do leżącego chłopaka i uderzając go znowu.- Zachowuj się jak mężczyzna, kretynie!
Teraz do Deidara walnął głową o podłogę. Naruto wstał i otarł krew z nosa. 
- Nie pouczaj mnie! Chciałeś ją mieć?! Miałeś swoją szansę!- podbiegł do członka Akatsuki i uderzył go w brzuch. 
- To ty ją traktujesz jak swoją własność! Przysięgam, jakby to była moja dziewczyna, traktowałbym ją milion razy lepiej od ciebie! 
Chłopak wstał i z kopniaka przyłożył Naruto. Usiadł na nim okrakiem i zaczął zadawać ciosy. 
- Przestańcie oboje!- wrzasnęła Hinata płacząc. 
- Debile, ogarnijcie się!- zagrzmiał Sasori.
- Uzumaki! Douhito! Koniec tego dobrego!- warknęła Tsunade, podeszła do obydwóch i zdzieliła ich po głowie. - Puknijcie się w te puste łby! Nie martwicie się o Sakurę?!
Zrobiło im się głupio.
- Sorry.- wymruczeli oboje pod okiem Pani Dyrektor i odwrócili się od siebie plecami. 
W końcu pozwolili im wejść do szpitala. 
- Pani Sakura Haruno zostanie przewieziona do Sanktuarium im. Kazekage za dwadzieścia minut. Podczas tej podróży nie możecie jej towarzyszyć.- poinformowała wszystkich recepcjonistka, patrząc głównie na Deidarę i Naruto.- a Panom co się stało? Trzeba to przemyć...
- Nie trzeba, dziękujemy.- przerwał jej Naruto. Wyglądała na zawiedzioną, w końcu był taki przystojny. Spojrzała z nadzieją na Deidarę, ale ten pokręcił tylko głową. Wstała zachmurzona, i poszła korytarzem. 
Podążyli za nią. Doprowadziła ich do sali nr. 16. 
- Tu leży Sakura Haruno. Jej życiu nie zagraża żadne niebezpieczeństwo. Spędzi tydzień bądź dwa w sanktuarium, aby w pełni wyzdrowieć. Dwa kilometry od niego jest hotel, możecie się tam zatrzymać.
Ino szybko otworzyła drzwi i weszła do środka, a za nią reszta. Chwilę później w sali byli wszyscy (szczęście, że sala była duża).
Sakura spała. Miała bandaż przechodzący przez potylicę i czoło, obandażowane dłonie, ramiona, opatrunki wystawały też spod jej koszuli. Wyglądała słabo... ale żyła. Oddychała miarowo i spokojnie. Nawet się uśmiechała.
Wszyscy radośnie zaczęli rozmawiać, tylko Naruto stał cicho. Przyglądał jej się. Patrzał na długie przecięcie wzdłuż policzka. To była jego wina. Jego... Niedługo potem weszli lekarze poinformować ich, że zaraz zabierają Sakurę, więc muszą wyjść z sali. Poszli jeszcze po kroplówkę, a wszyscy przyjaciele wyszli.
Minęło pięć minut a lekarze nie wracali. Rozejrzał się. Kogoś mu tu brakowało... Ale kogo? Nieważne, Sakura ważniejsza. Naruto postanowił zajrzeć do sali. Cichutko wślizgnął się do sali i zamknął za sobą drzwi. Odwrócił się do łóżka Sakury, a widok go zszokował.
Przy łóżku Sakury, na krześle, siedział Deidara. Trzymał ją za rękę, i z zamkniętymi oczami trzymał głowę na ich splecionych dłoniach.
- Sakura... obudź się, muszę ci coś wyznać...- delikatnie szeptał.
- Dei... dara?- szepnął Naruto. Chłopak gwałtownie podniósł głowę i poderwał się z krzesła.
- Naruto.
Milczeli. Deidara przeszedł koło niego szybkim krokiem i wyszedł.
Co Deidara tu robił? To on powinien tu być... on...
Podszedł do łóżka Sakury i spojrzał na jej słodką, śpiącą twarz. Co to za uczucie? Zazdrość? On jest zazdrosny? Dobre sobie. Gorąco mu było. Phy. Pochylił się nad nią i pocałował w pełne, malinowe usta. To było chamskie co robił, że tak bez jej wiedzy, ale te słodkie usteczka tak go przyciągały... 
- Proszę Pana? Prosiliśmy, by wszyscy wyszli.- usłyszał ze strony drzwi. Lekarz... Całe szczęście, jeszcze chwila i by się zagalopował. 
- Moment.- powiedział z proszącą miną. Pochylił się nad uchem Sakury.- To ciebie na tym świecie boję się najbardziej... i to ciebie... najbardziej pożądam.
Wyszeptał to cichym głosem, ale przepełnionym bólem i słodyczą.
Towarzyszył Sakurze do ambulansu. 
- Do zobaczenia, kochanie.- powiedział całując ją w policzek i spojrzał za nią tęsknie. Neji położył mu rękę na ramieniu.
- Okej, stary?
- Taaaa...
***
Sakura siedziała na oknie w "swoim" pokoju. W ręce trzymała "Wiedźmina" a jedna noga cały czas zsuwała się z parapetu. Obudziła się przed dwoma godzinami, pod dwóch dniach śpiączki. Od pielęgniarek w sanktuarium słyszała, że codziennie odwiedzała ją masa ludzi. Dziś niestety było za późno na wizyty, więc się nie spotkała ze swoimi przyjaciółmi. Z westchnięciem przeczesała palcami swoje różowe włosy. Były świeżo wysuszone, więc dobrze się w nich czuła. Na nogach miała zielone "japonki" na małym obcasie (na prawej kostce bandaż), czarną, letnią sukienkę za kolana i łańcuchami w pasie, a na plecach gorset i rozpuszczone włosy. Zeskoczyła z parapetu i poczuła lekki, mrowiący ból w kostce. A, zwichnięcie, cały czas zapominała.Brakowało jej towarzystwa kogoś w jej wieku. Pielęgniarki tu były bardzo miłe, ale każda liczyła sobie ponad czterdziestkę, no, poza dwoma wyjątkami. 
Słońce już zaszło, więc Sakura postanowiła wyjść na korytarz.
Wyjrzała cichutko zza drzwi. Ani śladu potencjalnych wrogów. Jak ona kochała takie akcje! Biegła korytarzem ignorując ból w kostce, skręciła w prawo i zbiegła po schodach najciszej jak umiała (no, zjechała raczej po poręczy). Na dole, koło schodów znajdowały się drzwi z napisem "KUCHNIA". Weszła do środka z duszą na ramieniu i rozejrzała się. Pusto. Odetchnęła i podeszła do lodówki. 
- Dobra, jest tu fajnie ale jedzenie jest OKROPNE. Szczególnie nieugotowane ziemniaki i niedopieczony kotlet sojowy...- mruknęła do siebie. Przed nią było królestwo. Mango, granat, mleko w kartonikach, soczki w puszkach, czekolada, schłodzone piwo, kilka butelek sake i tego typu pychotki... w szafce nad lodówką znalazła pełno paczek chipsów, cukierki, oreo, pocky i inne smakołyki. Sięgnęła po mrożoną kawę i pudełko oreo, zrobiła krok do tyłu i wrzasnęła, co natychmiast zostało stłumione, ale słyszała też cichy krzyk kogoś innego... ktosiów. Przed nią stały dwie osoby. Jedna to był chłopak, a druga dziewczyna. 
- Matko, wystraszyliście mnie!- jęknęła cicho Sakura odejmując od swoich ust rękę chłopaka.- Kim jesteście?
Dziewczyna miała koło siedemnastu lat, proste czerwone włosy i piękne złote oczy. Ubrana była w białą sukienkę i srebrne trzewiki. Chłopak był ewidentnie starszy od Sakury. Miał nieokiełznaną czerwoną czuprynę, i oczy takie jak dziewczyna. Do tego ubrany był w rubinowe rurki, czarną koszulkę z szerokimi ramiączkami i glany.
- Dziewczyno, wystraszyłaś nas...- szepnął chłopak cichym głosem. - Jestem Nemezo, a to moja młodsza siostrzyczka Rin. A ty?
- Jestem Sakura.- powiedziała odwracając wzrok od chłopaka i uśmiechając się do dziewczyny, a ta natychmiast odwzajemniła jej uśmiech.- Co tu robicie? 
- To co ty. Jedzenie tu jest okropne!- powiedziała Rin ze wstrętem.- O, oreo, mogę?
Usłyszeli trzask, i rzucili się pod blat. 
- Nikogo nie ma? A wydawało mi się że....- niepewny głos pielęgniarki zmroził im krew. Wyszła trzaskając drzwiami, potem rozległ się dźwięk obracającego się klucza.
- Ale zajebiście, zamknięci w kuchni!- powiedział Nemezo z diabelskim uśmiechem. 
- Dlaczego jesteście tu? Chodzi mi że w sanktuarium?
- Mam dziewiętnaście lat, a Rin siedemnaście- jesteśmy rodzeństwem. Rodzice pojechali do domu, mają pracę. Rin miała zapalenie płuc, a ja jako ODPOWIEDZIALNY dorosły musiałem z nią zostać.. męczące..- westchnął, po czym dostał po łbie od siostry.
- A ty?- zapytała Rin ze spokojem targając za włosy brata.
- Wypadek, spadłam z klifu.- powiedziała Sakura z uśmiechem wskazując na bandaż na głowie, uniosła lekko sukienkę by pokazać ten na udach i łydkach. Na rękach były dość widoczne rany.
- Ale biedna! I lepiej się już czujesz?- zapytała Rin zaniepokojona.
- Tak, dzięki, a ty? 
Zaczęli gadać we trójkę. Okazało się, że Sakura i Nemozo słuchają tych samych zespołów, a z Rin mają wspólne ulubione sklepy z ubraniami i książki. Z lodówki wyciągnęli sake, sok, otworzyli kilka paczek chipsów, żelki i różne ciastka. Z sake i soku zrobili sobie drinki (w barku znaleźli też pełno likierów) i do tego dolali likieru kokosowego. Podjadając i sącząc pyszne piciu gadali o różnych duperelach, o swoich znajomych (okazało się że znają Sasoriego, to ich kuzyn!) i filmach. 
Jako że to było pierwsze piętro, bo małej imprezce wyszli oknem. Nemozo pomógł wyjść Sakurze, gdyż miała skręconą kostkę, choć stanowczo uznała że potrafi jeszcze skakać. Rin skwitowała to tylko uniesieniem brwi i cichym "Sakura, uważaj". 
Na dworze było ciepło. Był tu piękny i cichy park/las. Zmęczeni położyli się pod drzewem na trawie. Gadali jeszcze chwilę aż postanowili pójść spać. 
- Naruto...- szepnęła cicho i tęsknie, będąc pewna że jej nowi znajomi już śpią, bo oczywiście opowiedziała im o tej sprawie ze swoim "dobrym kumplem". Poczuła że z obu stron chwytają ją dwie dłonie. Jedna mała, delikatna, a druga smukła i ciepła.- Dziękuję...
I tak zasnęli. 
***
Podobało się? W tej notce było mało NaruSaku, ale będzie potem więcej :D
ps. liczę na ponad 10 komentarzy!


sobota, 14 grudnia 2013

65. Jak pokocham, to na zawsze.

Cześć! Wasza autorka wraca z nową notką. Starajcie się komentować. Proszę, serio. Bo to dodaje mi sił do dalszego prowadzenia bloga.. Więc jak wam się coś spodoba, proszę się nie bać i od razu komentować!
Zapraszam do czytania ;)
***
Sakura biegła przez las. Co chwilę się potykała o jakieś cholerstwa, to kamień, to wystający korzeń.... ale ile nie upadła, zawsze się podnosiła. Kolana jej krwawiły. Ale biegła dalej, musiała go znaleźć, musiał poznać jej uczucia. Ugryzła się wargę, upadając po raz kolejny.
- CHOLERA!! NARUUUUTOOO! ZABIJĘ CIĘ JAK CIĘ ZNAJDĘ!! KOCHAM CIĘ, IDIOTO!!- krzyknęła wniebogłosy.
Nie potrafiła wstać. Nie znajdzie go...
Spojrzała w niebo, a łzy popłynęły po policzkach.
Czemu?
Ona zawsze go rani. Zawsze.
STOP!
- Opanuj się, Sakura!- skarciła siebie samą. Wstała, otarła łzy i rozejrzała się wokół. Tylko jakieś głupie krzaczory i drzewa
- NARUTOOOOO!- wrzasnęła wbiegając między drzewa.
Potknęła się o coś dużego i zaliczyła glebę.
- Co za chujst... o....- warknęła, ale na widok leżącej osoby zamilkła.
Naruto.... miał zamknięte oczy i podrapane policzki. Ślady własnych paznokci na nich.
- Naruto...?- szepnęła, zbliżając się powoli na czworakach do chłopca. Wyciągnęła ku niemu rękę.
Spał. 
TAK, SPAŁ.
- Kretyn... Przeziębi się, śpiąc w takim miejscu...
Pogłaskała go delikatnie po zranionym policzku.
- Wiesz, Naruto? Nie słyszysz mnie, to nawet i lepiej. Zawsze jestem dla ciebie ciężarem. Sprawiam ci problemy. Ranię cię... Ah, no i jesteś kretynem, niewychowanym, głupim chłopakiem... ale cię kocham. Zawsze tak było. Moje uczucia nigdy się nie zmienią.- szeptała.- chciałam cię za wszelką cenę chronić, ale zawsze to ja byłam tą, przed którą powinieneś był uciekać. Nie wiem jakim cudem, ale pokochałeś mnie. Tą, wredną, samolubną mnie. Nie jestem ideałem, ale myślałam że wystarczę dla ciebie taka jaka jestem. Ale zawsze patrzałam na twoje plecy. I wtedy uświadomiłam sobie że nigdy cię nie dogonię. Zasługujesz na piękną i cudowną dziewczynę, nie takiego chama jak ja. Dlatego... żegnaj, Naruto. Znajdź sobie szczęście. Na nie właśnie zasługujesz. Jesteś, mimo że głupi, wspaniały i kochany... Kocham cię.- kiedy wypowiadała ostatnie słowa, pocałowała go w usta.
<Naruto śnił. Anioł mówił mu piękne rzeczy. Nagle, z rękawa szaty anioła, wyleciał motyl. Podleciał do niego i dotknął jego ust. Chłopak nie potrafił się w ogóle poruszyć. Chciał zatrzymać anioła. Czuł coś mokrego na policzkach. Łzy? Płakał? Czekaj, stój! Nie odchodź! Naruto powoli opadał w ciemność>
Sakura gwałtownie wstała, obróciła się i pobiegła za siebie.
Miała dość biegania jak na jeden dzień... uff...
- Hę? Ja płaczę? Serio?- zdziwiła się, przykładając ręce do policzków. Próbowała sobie wmówić, że nie. No ale fakt faktem.
Nagle straciła równowagę.
Klif.
Spadając na dół, nie krzyknęła ani razu. Wyszeptała tylko jedno słowo.
"Naruto".
***
Naruto obudził się zalany potem. Kiedy zdążyło zrobić się tak ciemno. Usiadł na ziemi, i leniwym ruchem podrapał się z tyłu głowy. Co do cholery...?
Ah. Sakura.... i jakiś sen. Anioł? Żegnał się.
Dostrzegł coś błyszczącego w krzakach. Podniósł się powoli, nadal rozespany. 
Schylił się po tę rzecz, a po chwili zorientował się że to...
- Bransoletka? Co tu to robi?
Hm....
- NIE. TO JEST OD SAKURY!- krzyknął.
Rozejrzał się przerażony.
- Sakura?! 
W tym momencie zorientował się, że to nie anioł się żegnał.
To była Sakura.
Pobiegł w tą stroną, gdzie znalazł bransoletkę. Instynkt kazał mu zwolnić. Powoli się zatrzymał. I całe szczęście, bo przed nim majaczył się stromy kilf.
- Matko, ja chyba bym zginął, gdyby...- przerwał gwałtownie.- to niemożliwe, nie?
Powoli podszedł do krawędzi. Było tu z piętnaście metrów, na dole same krzaki i piach.
A między tym...
- S-Sakura?- wyszeptał z wielkimi oczami. Szok. Na dole, między krzakami, leżała różowowłosa. Była nieruchoma i blada.
- SAKURA!- wrzasnął.
Zbiegł po łagodniejszej stronie kilfu. Jeśli ona z rozpędu wypadła z drogi, to nie masz szans żeby jeszcze...
Upadł przed nią na kolana. Położył ręce na twarzy. Jaka zimna!
Przyłożył ucho do klatki piersiowej.
PUM! PUM!... PUM! ....... PUM!
Jej serce biło coraz wolniej.
Całe kolana, ręce i twarz były zakrwawione. Z ust ciekła mała stróżka krwi.
Zdjął szybko kurtkę i otulił ją delikatnie. 
Nieobecny, mechanicznie, zaczął szukać telefonu.
Chwytając go, wykręcił numer Kiby.
- Kiba....? Ja... i Sakura znajdujemy się na dole klifu.... Przyślij lekarza...
Rozłączył się.
Wpatrywał się we twarz Sakury. Jej usta lekko się poruszyły.
- Naruto?- wyszeptała bardzo słabym głosem.
- Sakura! Jestem przy tobie, tylko nie umieraj, do jasnej cholery! Zaraz będzie tu lekarz, znajdą nas i będziesz cała i zdrowa! Rozumiesz?! Cała i zdrowa!- krzyknął.
- Hehe...- zaśmiała się i zakaszlała.- wierzę ci... Naruto, ja przepraszam. Nie dostrzegałam twoich uczuć. Koch...
- Cicho bądź na chwilę. Ja to powiem. Kocham cię, Sakura. Nigdy mnie nie opuszczaj, nigdy, rozumiesz?!- krzyczał coraz bardziej. A łzy leciały.
- Zamknij się, idioto. Nigdzie się nie wybieram. Widzisz, nic mi nie jest.- powiedziała, ale oczy jej się zamknęły.- muszę tylko chwilkę poleżeć.
- Sakura....
- Tak?
- Obiecasz że zawsze będziesz przy mnie?- mruknął, biorąc jej ręce we własne dłonie i chuchając na nie.
- No pewnie... a czemu pytasz?
- Dowiesz się już niedługo, więc postaraj się przeżyć. Jesteś pewna że chcesz przy mnie zostać? W końcu jestem kretynem!
Sakura zachichotała, ale szybko przycichła.
- Tak. Kocham cię taki jaki jesteś. Choć, masz rację, kretyn z ciebie. Ale czemu tak cały czas pytasz?
- Więc, musisz wyzdrowieć. Dopiero wtedy ci powiem.
- A będziesz przy mnie jak się obudzę?- wyszeptała, powoli zasypiając.
- Będę. Zawsze już przy tobie będę jak będziesz się budzić. I jak będziesz zasypiać...
I zasnęła.
Po kilku minutach przybiegł cały "obóz" wraz z Tsunade i Shizune.
Zmierzyły tętno.
- Dzwońcie po karetkę.
***
Tak sobie myślę, Sakura... Dlaczego wtedy umarłaś? Dlaczego mnie zostawiłaś? Zostały tylko wspomnienia. Ale ja nie chcę o tobie zapomnieć. Te szczęśliwe chwile.... Zostaną we mnie, na zawsze. Nigdy cię nie zapomnę, moja pierwsza, cudowna miłości.

------------
Taki mały żart, to się nie stało, wygłupiam się xd Musiałam się rozładować.... Tego nie było, hahahahhahah, i jak? Ale na początku (przed pisaniem tej notki) chciałam teraz zakończyć właśnie tak bloga.
***
Komentujcie, a będzie kolejna notka. Wybaczcie że takie to smutne dzisiaj, ale mam taki dzień... Liczę na co najmniej 10 komentarzy!! <3



sobota, 9 listopada 2013

64. Sake, zdjęcie i pocieszenie.

Kolejny post w ciągu ostatnich kilku dni. Jestem taka kochana! XD
http://www.youtube.com/watch?v=vRcY4bcx6sI
....
FAIRY TAIL POLSKA WERSJA. KOCHAM TO. ZAJEBISTE!!
Notka dla Sakury-chan, mała, nawet nie wiesz jak mi takimi komentarzami pomagasz! <3 
***
Sakurę obudził głośny trzask.
Leniwie otworzyła oczyska.
- Kto do kurny nędzy śmie przerywać mój se... ojć. Dzień dobry Pani Dyrektor.- Sakura wstała z podłogi na której spała, schowała za plecami butelkę po sake, spojrzała na drzwi wyrwane z zawiasów i leżące na ziemi. Na końcu spojrzała na swoją dyrkę.
- CO TO MA ZNACZYĆ?!- powiedziała Tsunade stojąc w miejscu gdzie powinny normalnie być drzwi, i stukając rytm palcami o framugę.
- Em... Ohg....- wymamrotała Sakura. Nagle poczuła chwyt za nogę.
- Sakura-chaaaan.... Daj sake... I pocałuj mnie....- szepnął Deidara trzymając ją za łydkę.
Żyłka na skroni starej torby pulsowała.
- Wy.... Macie sake?....- Sakura skuliła się.- I NIE ZAPROSILIŚCIE MNIE?!
Cóż, jak zwykle. Znowu wielka dżampra. Wszyscy się pobudzili. Do domku wparowało jeszcze kilka osób.
- Co to za hałasy?!- krzyknął Naruto wbiegając do domku. Hinata i Ino dostały krwotoku nosa, a Sakura odwróciła speszona głowę. 
Naruto był w samych bokserkach, a jego poczochrane włosy sprawiały, że wyglądał tak ostro i dziko...


         
- Oms. Stara tor.... znaczy się Tsunade-sama.- wyjąkał Naruto.
- Przyłącz się Uzumaki! Nie truj dupy!
- Z przyjemnością, psze Pani!
Naruto usiadł na łóżku koło Sakury. 
- Cześć, nieznajoma!- powiedział z uśmiechem i dał jej całusa w policzek.
- Witaj, nieznajomy!- odpowiedziała słodko się uśmiechając, i pocałowała go w usta.
- S-Sakura-chan! N-Nie przy wszystkich! Szczególnie przy dyrce! To zawstydzające!- jęknął cały zarumieniony.
Pani Tsunade trąciła go łokciem. 
- Hej, Uzumaki, nie bądź taki! Słodko razem wyglądacie!
Pociągnęła Naruto za włosy ku Sakurze, przez co ich twarze były w odległości kilku mm od siebie. 
- C-Co pani robi?! Nie jest pani dyrektorką? Powinna pani raczej nas rozdzielić!- twarz Naruto była coraz bardziej czerwona.
- Co ci, chłopcze? Całuj, już!
Chłopak westchnął, ale z przyjemnością pocałował swoją dziewczynę.
Sakura jednak wiedziała że coś jest nie halo.
- I tak ma być!- rzuciła odchodnym Tsunade, po czym skierowała się ku jedynej pełnej butelce sake, a po chwili rozegrała się walka, kto ją bierze, ona czy Jiraya (który chwilę później był zamknięty w szafie).
- Sakura, możemy pogadać?- szepnął Sakurze do ucha Naruto.
- Hę? No pewnie.- wstała z łóżka, i chłopak ciągnąc ją za rękę wyprowadził z pokoju.
Szli kawałek, a zatrzymali się dopiero przy jeziorze.
- W nocy... Odwiedził mnie Shikamaru. Dał mi to.- Naruto z ociąganiem podał jej prostokątny kartonik. Wizytówka? Nie, zdjęcie.
Z głosno bijącym sercem odwróciła go.

Zamarła. Zdjęcie wypadło jej z ręki i potoczyło się ku wodzie, by po chwili już pływać po tafli wody.
- Powiedział że to była butelka. Więc nie bardzo się tym przejąłem. Rób co chcesz.- to zabolało ją najbardziej. 
Spojrzał na nią. Te zdania które powiedział... wiedziała że to kłamstwo. Zbyt długo go znała. Jego oczy były jednak nieprzeniknione.
- Naruto... Ja przepraszam... Chciałam ci dziś o tym powiedzieć. To.. nic dla mnie nie znaczyło. Głupi pocałunek. Kocham tylko ciebie, wiesz?- sięgnęła ręką do jego twarzy. 
Zrobił krok w tył.
COFNĄŁ SIĘ.
Przerażona jeszcze bardziej, z trudem spojrzała mu w oczy.
Zawiść. Tak.
Powoli opuściła rękę.
- Jak mogłaś?! Powoli zaczynam wierzyć że ty wcale mnie nie kochasz! Że jestem tylko twoją zabawką! To JA jestem twoim chłopakiem! Jakbyś robiła to przy mnie, to byłoby wszystko spoko! Ale ty oczywiście robiłaś wszystko bym się nie dowiedział! Tak samo jak dzień spędzony z Gaarą! To może też było umówione spotkanie?! CO?! Jesteś nieczuła! W ogóle nie zważasz na to co czuję! Nawet nie wiesz...- tu spojrzał na nią. Nigdy nie widziała takiego bólu w jego oczach. Chwycił się za serce a łzy potoczyły mu się po policzkach.- nawet nie wiesz jak mnie ranisz. Jak cię kocham...
Gwałtownie się obrócił i z ogromną szybkością pobiegł w las. 
- Naruto!- krzyknęła. Zdjęła swoje klapki, rzuciła na ziemię i już miała zacząć biec, gdy kątem oka przyuważyła to. TO. Sprawcę całego tego zamieszania.
Powoli podeszła do wody, schyliła się i podniosła otrzepując z wody. 
Z piersi wyrwał jej się rozpaczliwy krzyk. Upadła na kolana, raniąc je przy tym kamieniami.
Łkając zgniotła zdjęcie. Płakała głośno.
Ktoś ją chwycił za ramiona i przytulił od tyłu. Zasłonił oczy ręką, by nikt z osób które właśnie przyszły na "plażę" nie widział jej gorzkich łez.
- Płacz, starsza siostro, to zawsze pomaga.... 
Kiba. 
Zawsze był dla niej jak brat, bo w sumie razem się wychowali.
Łkała cicho, a po chwili wziął ją na barana i wyniósł od ciekawskich spojrzeń dziewczyn.

- Co ty wyrabiasz?!
- Nie widzisz, starsza siostro?! Jak zwykle twój zgrabny tyłek ci ratuję!
Na ziemię opuścił ją dopiero w gęstwinie leśnej. Usiadł na ziemi, po chwili przybiegł Akamaru i położył się koło niego. Kiba poklepał miejsce naprzeciw siebie, pokazując jej gdzie ma usiąść.
- No więc, spowiadaj się mi jak mamusi.
- Ja mamusi nic nie mówię.
- Zamknij się i gadaj, głupi kocie!
Sakura z fochem usiadła po turecku i zaczęła opowieść. 
- W końcu to moja wina, muszę to rozwiązać...- podsumowała.
Kiba zamyślił się.
- Nie płacz. Naruto trochę poniosło. Widziałem tą wczorajszą historię, w końcu sam jestem jej sprawcą... to poniekąd moja wina. 
Pogadam z nim. Wytłumaczę mu co i jak. Okej? 
Sakura rzuciła mu się na szyję.
- Jesteś najlepszym moim przyszywanym braciszkiem! Dlatego cie kocham! Bardzo byłabym wdzięczna, ale nie mogę cię o to prosić. Sama to załatwię.
Wstała i się otrzepała. Spojrzała na swoje krwawiące kolana i brak obuwia.
- To lecę!
Z uśmiechem, ocierając łzy, pobiegła szukać swojego ukochanego.
Kiba patrzał w ślad za nią.
- Głuuupia.
***
Podobało się? Komentujcie! <3                                                                                  

Wprowadzenia o moich małych mang ;D