sobota, 1 marca 2014

68. Jazda, wspomnienia i wyznanie Deidary.

Witam :) Mimo że nie zrobiliście tego, o co prosiłam (komentarze, komentarze, komentarze..), to dodaję nową notkę. Dedykuję ją Hanare-chan i Sabie20! Zapraszam do czytania.
***
Sakura siedziała koło Naruto w autobusie i opierała się o jego ramię. Nadal nie potrafiła wymazać z pamięci tego jego pocałunku. Czy naprawdę był taki zazdrosny? Do tego ta sprawa z Rin i Nemezo ją trochę zszokowała. Spojrzała na swojego chłopaka śpiącego na szybie i uśmiechnęła się. Było już dosyć późno, a nadal jechali. Za oknami autobusu widać było niewiele- ciemne niebo i las. Rozejrzała się po autobusie. Praktycznie wszyscy spali, Ino leżała na kolanach Shikamaru z tyłu autobusu, a o nią opierał się Sai, Yahiko z otwartą buzią leżał na ramieniu Nagato, a na drugim spała Konan, Tobi drzemał  na szafkach przy suficie, a Itachi przysypiał za kierownicą... Stop! Itachi, obudź się! Sakura szybko wstała z miejsca (na szczęście Uzumaki się nie obudził) i podeszła do "łasicowej kierowcy". 
- Itachi, hej, Itachi! Obudź się! Pozabijasz nas!- warknęła cicho szturchając chłopaka w ramię. 
- Mmmm, spadaj, połóż się i idziemy spać, kochanie...- zamruczał ledwo przytomny i szarpnął Sakurę za ramię tak, że usiadła mu na kolanach. Objął ją mocno i puścił kierownicę. 
- Itachi, debilu! Powaliło Cię?!- pisnęła wyrywając się z jego objęć. Usiadła mu na kolanach, bo nie chciał zejść z fotela i starała się zapanować nad pędzącym pojazdem. Łasica oczywiście zasnął, ale co się dziwić, jechał już dziewięć godzin...
         Sakura odrzuciła głowę w tył i uderzyła chłopaka w nos.
- Nosz kurw....- jęknął i obudził się. Wydał z siebie cichy wrzask.- Sakura, co ty wyrabiasz?! Chcesz nas zabić?!
- To ty idioto zasnąłeś za kółkiem! Jesteś głupi? Nie jedź! Kurde no pomóż mi, zaraz wszyscy umrzemy!- wyrzuciła z siebie różowowłosa, nie kryjąc nerwicy. 
Poszamotali się trochę, bus zjechał mocno na prawo, potem mocno na lewo, potrącił jakiś znak drogowy (całe szczęście że ta droga taka bezludna była) i wreszcie wyrównali.
- Uffff, Itachi, weź pij może jakieś energetyki przed jazdą, bo nas pozabijasz w końcu.- westchnęła Sakura. 
Oboje oddychali głęboko.
Nagle Sakura się opamiętała i zeszła z kolan łasicy. 
- Itachi, tak w ogóle, gdzie jest Twoja koszula?- zapytała przygładzając włosy.
- Zestu zjadł.
- Była zielona?
- Nie, czerwona.
- Cóż, pewnie wziął ją za czerwone kwiatki.
- Masz dziwny tok myślenia.
- Ale to nie ja jestem dziwna. Dziwna jest ta szkoła.
- I ludzie w niej.
- No, i ludzie w niej.
Patrzeli na siebie w milczeniu.
- Itachi, kierownica!!
- Ups, sorry.
Sakura z westchnięciem powróciła na swoje miejsce koło Naruto. Bała się teraz o swoje zdrowie... Spojrzała na śpiącą twarz blondyna. Był taki słodki... no, kiedy nic nie mówił.
Wyjęła ze swojej kieszeni komórkę i zaczęła oglądać zdjęcia z ostatnich trzech tygodni:
Nemezo:

Rin:



W szkole, przed geografią:


Chwilę potem Asuma go przyłapał (palił na balkonie szkolnym):


Przerwa w szkole:


Przerwa...:


Sakura tłumaczyła mu matmę, nic nie rozumiał, kara-zdjęcie:


Udawał modela na randce:


U Naruto w domu:


Kopiowanie Pani Marilyn Monroe:


Wizyta w wesołym miasteczku:


Wygłupy z Itachim:


Poranna wizyta u Hidana:


Chłopak miał potem przerąbane:


Na biologii:


Poprosiła Naruto o przytulenie Sasuke (nie zgodził się, to groziła):


Wizyta w domu Sai'a:


I znów zmusiła Naruto: 


Odpoczywają:


Uśmiechając się szeroko, wyłączyła telefon, ponownie oparła się o swojego chłopaka i zasnęła. Kilka godzin później Itachi wszystkich budził. Byli na miejscu. Sakura wzięła swój bagaż i poszła w stronę domu.
- Ej, Sakura, poczekaj!- usłyszała wołanie. Odwróciła się i zobaczyła biegnącego Deidarę.
- No cześć, długowłosa, co byś chciał?- zapytała przystając i uśmiechając się do chłopaka.
- Masz czas jutro? Poszlibyśmy do kina. Nie bierz tego jako coś, bo miał ze mną iść ten.. no... Sasori! Ale ma plany. Leci maraton- "Władca Pierścieni". Taki wypad z kumplem Ci pasuje?- wypalił.
- Matko, jak ja kocham Aragorna! No pewnie że idę! O której się zaczyna?!
- O 16:30 bądź koło centrum handlowego. Zaczyna się o 17:00. Czyli co, zgadzasz się!
- Głupia bym była jakbym się nie zgodziła! Super, znowu zobaczę mój ukochany film, i to HD. Nie mogę się doczekać.
- Ale zajebiście! Dobra, pamiętaj, 16:30, centrum handlowe. Może pomóc Ci z tym bagaże...
- Nie, to nie będzie konieczne, pomogę jej.- nie zauważyli podejścia Naruto. Patrzył teraz na nich spod łba, szczególnie Dei'a obdarzył nieprzychylnym spojrzeniem. Długowłosy obrzucił go dość pogardzającym wzorkiem, uśmiechnął się radośnie do Sakury, powiedział "pa pa, do jutra" i poszedł sobie.
- "Do jutra"?- zapytał cicho Sakury Naruto. 
- Noo, zaprosił mnie na maraton "Władcy Pierścieni". Miał iść z Sasorim, ale mu coś wyskoczyło. Super, no nie?! Kocham ten film! A może... chcesz iść z nami?
- Nie masz w ogóle instynktu bezpieczeństwa?! Przecież to facet!
- Nooo, ale... ty też jesteś facetem?
- Sakura, weź nie żartuj! Ja to ja, Inny facet to inny facet!
- Deidara to jeden z moich najlepszych kumpli! 
- Ale to jednak facet! 
- Facet, nie facet, miejże trochę zaufania. Idę z MOIM kumplem do kina, nie masz prawa mi tego zabronić!
- Ale..!
- Naruto, dość.- powiedziała Sakura głośniej. Podeszła do chłopaka, przytuliła go i szepnęła.- Wiesz że dla mnie nie istnieje nikt poza Tobą...
Na początku cały zesztywniał, potem przytulił ją mocno.
- Przepraszam że tak wybuchłem, po prostu... martwię się o Ciebie...
-Wiem, dlatego Cię kocham.
Odchyliła lekko głowę i zobaczyła że Naruto jest cały czerwony.
- Kochanie, wszystko gra?
- Tak, tak...
- Jesteś cały czerwony...
- To nic, nic...
- Chyba spaliłeś się na słońca?
- T-tak, tak...
Uśmiechnęła się złośliwie, odsunęła się od niego i spojrzała w oczy.
- Czasem jesteś taki słodki, że nie chciałabym żeby jakakolwiek dziewczyna Cię takim widziała.
Stanęła na palcach i pocałowała go w ciepłe usta.
*Następnego dnia*
Sakura siedziała na łóżku i namyślała się co ubrać. Była godzina 14:20 i nadal miała trochę czasu. Pomalowana już była.
W końcu zdecydowała się na bluzkę z długim rękawem w biało-pomarańczowe paski, białe kolczyki, jeansowe rurki a włosy z jednej strony głowy zaczesała do tyłu i spięła spinką.

Była pewna już że ubierze swoje czarne trampki, ale to już przy wychodzeniu z domu. Została jej godzina, więc chwyciła za mangę "Dengeki Daisy" (moim skromnym zdaniem to cudowna manga <3 dop.aut) i rzuciła się na łóżko. Jak skończyła, zostało jej pół godziny, więc podniosła z ziemi swój plecak-kostkę, włożyła tam portfel, telefon, kosmetyczkę i pognała na dół. Jak założyła już buty, sprawdziła czy wszystko ma. Upewniła się, wyszła z domu i poszła spacerkiem do centrum. Na miejscu była już 16:15, ale Deidara już czekał.

           

- Cześć, Właśnie do Ciebie dzwoniłem że nie musisz się spieszyć.- powiedział Deidara z uśmiechem.- Słodko wyglądasz. 
Specjalnie na to spotkanie rozpuścił włosy, które miękką i błyszczącą falą złota spadały na plecy. Ubrał się bardzo elegancko, zawsze miał wyczucie stylu a teraz wyglądał świetnie.
Przytulili się na przywitanie.
- Siemka, ładnie Ci w takich włosach. Przyszłam wcześniej, nie miałam nic do roboty, nie jesteś zły?
- No coś ty! Czym więcej czasu z Tobą, tym lepiej! Skoro jesteś wcześniej, to chodźmy na lody, co?
- Pewnie. 
Wygłupiając się, szli do budki z lodami. Kupili sobie po dwóch gałkach (Sakura czekoladowe i orzechowe, Deidara truskawka i czekolada) i ruszyli w stronę kina.
- Długo czekałeś?- zapytała Sakura konsumując przysmak.
- N-Nie, kilka minut.
Usłyszeli podniecony pisk i cichą rozmowę.
- Patrz! To ten chłopak, co tu stał ponad godzinę! Cudowny, nie? Ale jakaś dziewczyna z nim jest...
Blondyn momentalnie zrobił się czerwony i pociągnął Sakurę.
- Idziemy, szybko, film czeka.
Zdziwiona podążyła za nim. Godzina? 
Sakura dostała sms'a. Wyciągnęła z torby telefon i przeczytała: "Baw się dobrze, nie szalej, kocham Cię. Naruto". Zarumieniła się i zaśmiała. Schowała telefon do kieszeni na sercu. 
- Ja ciebie też.- powiedziała na głos szczęśliwa.
- Coś mówiłaś?- zapytał Deidara zdziwiony.
- Nieważne, chodźmy!
Chwycili się pod ręce, i niczym rasowe pijaczki ruszyli do kina. 
*W kinie*
Kupili dwa duże pudełka popcornu, nachosy z sosem serowym i dwie ogromne cole. Zadowoleni usiedli z tyłu sali. Ludzi było mało, ale film(y) świetny(e). Od czasu do czasu rzucali popcornem w głowę pewnego łysola, za którymś razem wstał i ryknął: "Kto to, kur*a?!", przez co wyrzucili go z sali. Deidara i Sakura śmiali się z tego do łez. Przy śmierci Boromira oboje szlochali (żeby nie było, czytałam wszystkie części "Władcy Pierścieni" w wieku 10 lat, potem dopiero oglądałam film! *duma*).
      Seans zakończył się grubo po północy. Deidara odprowadził Sakurę pod dom, ale gdy miała do niego wchodzić, zatrzymał ją.
- Sakura, muszę Ci coś powiedzieć.
- Wiem, że jesteśmy kumplami. Zawsze nimi byliśmy. Ale... ja... ty... no... ja... cię.... no... kocham Cię, Sakura. 
Sakurze opadła szczęka. 
- Deidara...? Nie wygłupiasz się? Wypiłeś za dużo coli? Ćpałeś?
- Sakura, idiotko, nie. Słuchaj uważnie, jak ktoś Ci wyznaje miłość. (ten tekst z 206 odcinka Naruto Shippuuden Sakury do Naruto!) Po prostu zawsze czułem, że jesteś dla mnie kimś wyjątkowym. Wiem, że kochasz Naruto. I cieszę się, że jesteś szczęśliwa. Ale chciałem żebyś miała świadomość tego, że Cię kocham. Kiedy jestem w Twoim towarzystwie, takie emocje mną targają, że sobie nie wyobrażasz... Proszę, zaakceptuj tylko te uczucia, nie musisz mnie kochać, po prostu... niech będzie jak zawsze. Tylko.. pozwól mi Cię kochać.
Sakura miała opuszczoną głowę. W głowie miała zamęt, ale nie umiała powiedzieć ani słowa. W końcu dobrała słowa.
- Deidara.- chłopak schylił głowę, czekając na cios.- Deidara.... kocham Cię, jesteś moim najlepszym kumplem. Ale to jest miłość platoniczna. Serce moje jest już komuś oddane. Jestem najszczęśliwszą osobą na ziemi, skoro kocha mnie taki wspaniały chłopak jak Ty, ale... przepraszam. Nie zabronię Ci kochania mnie, ale będąc przy mnie sam będziesz zadawał sobie ból.
Położyła mu rękę na ramieniu, a on podniósł na nią swoje piękne niebieskie oczy, które w tym momencie były zszokowane i... szczęśliwe. No, na tyle szczęśliwe że nie zabroniła mu się kochać.
- Sakura... mogę być przy Tobie, jako Twój najlepszy kumpel? Proszę. Jesteś dla mnie najważniejsza. Wiem, że proszę o wiele, ale...
- Deidara, ty głupku, oczywiście że możesz! Zawsze będziemy przyjaciółmi, i zawsze będę cię kochać!- Sakura zaśmiała się ze łzami w oczach. Bardzo go kochała, oczywiście jako przyjaciela. Stanęła na palcach najwyżej jak umiała i pocałowała go w policzek.
- Dziękuję, Sakura. Kocham Cię.-powiedział Deidara cicho, ale radosnym głosem.- Dobranoc. 
Sakura weszła do domu i zatrzasnęła drzwi. Cała czerwona zjechała po drzwiach.
- Cooooo się właśnie wydarzyło? Narutoooo, pomóż...- wyszeptała do siebie, zawstydzona jak nigdy dotąd. 
- Jak mam pomóc?- usłyszała głos przed sobą i szybko spojrzała tam. 
- Naruto!
Padł przed nią na kolana. Mieli teraz oczy na tej samej wysokości. 
- Co to było? On... Cię.... kur*a.....- Naruto rozczochrał sobie całe włosy. 
Pochyliła się trochę i przytuliła go, mocno, mocno. 
- Naruto, tak tęskniłam... Owszem, tak mi powiedział. Ale ja kocham tylko Ciebie.- uśmiechnęła się przez łzy i pocałowała go w pochyloną głowę. Nie chciał jej pokazać swojej twarzy. - Naruto. Naruto! Spójrz na mnie...

      


Widząc jego łzy, jej serce tak zabolało, że sama się rozpłakała jeszcze bardziej.
Wtuliła się w niego tak mocno, że oboje upadli na podłogę. 
- Chlip... chlip....- Naruto nie umiał się uspokoić.
- N..Naruutooo, nie płacz... chlip...
- J-Jeśli powiesz komukolwiek... że... mi coś wpadło do oka... to nie żyjesz... chlip... Sakura, ja Cię kocham. Chlip.
Pierwszy raz widziała go w takim stanie. 
W końcu wyczerpany płaczem zasnął, jak małe dziecko. Wstała, i z wielkim trudem zawlokła go po podłodze na kanapę w salonie. Podniosła go, i oboje upadli na materac. Sakura jęknęła. Nie umiała wydostać się spod Naruto. 
- Ehhh, Naruto, co ja z Tobą mam.- mruknęła, pocałowała go w czoło i mimo tego, że było jej gorąco, zasnęła głaszcząc jego blond włosy.
***
To musicie po prostu skomentować, bardzo proszę :> 
Podobało się?

środa, 19 lutego 2014

67. Zabawne dni, płacz i całus.

Witam, kochani! Mam nadzieję że nie będziecie bardzo źli że tak późno dodaję notkę, co? Cały czas sobie myślę że to już koniec bloga, ale nie umiem tego skończyć- idealne zakończenie już dawno siedzi w mojej głowie... Dobra, dobra, notkę dedykuję Viki Mizuri i Glonojadowi (xd) !
***
Sakura i Nemezo obudzili się dość wcześnie. Ptaszki śpiewały, lekarze wrzeszczeli... Czekaj, wrzeszczeli?
- Co im odwala?- zapytał Nemezo ziewając szeroko i podrapał się po głowie.
- Mnie nie pytaj...- mruknęła Sakura próbując wstać, ale Rin podczas snu objęła ją nogami i rękami, więc nie było szans.- Twoja siostrzyczka jest słodka, ale zrób z tym coś, no weź japy nie ciesz, tylko ją weź!
Nemezo chichocząc pstryknął Rin w ucho, a ta ze wrzaskiem wstała.
- Powaliło cię?! Idiota!- wrzasnęła.- Kurde, gdzie my jesteśmy?
Wspomnienia wróciły. Cóż, znajdowali się w parku, pod drzewem. 
- Doktorze Hoyoko, znaleźliśmy ich!- usłyszeli krzyk mężczyzny biegnącego w stronę nastolatków. 
- Co do cholery...? - mruknął Nemezo.
- Głupi jesteście? Co tak zniknęliście nagle?! Wszyscy z niezłą cholerą biegają po całym szpitalu i was szukają! Rin! Sakura! Nemezo! Wracamy!- warknął starszy mężczyzna przejeżdżając ręką po karku. Wziął Nemezo za ucho i kazał dziewczynom iść za nimi, co posłusznie zrobiły. Szczerze mówiąc, Sakurze było trochę głupio. Musieli się o nich bardzo martwić, a oni taki numer odstawili. 
Kiedy znaleźli się już w budynku, dostali niezły opieprz od pielęgniarek i skruszeni powlekli się do pokoju Sakury.
Czerwonowłosy wyluzowany usiadł na łóżku Sakury, a Rin podekscytowana kręciła się koło różowowłosej.
- Dobra, muszę się przebrać.- powiedziała Sakura do znajomych i weszła z ubraniami do łazienki, a po chwili wyszła ubrana w czarne glany, różowe rurki i luźną czarno-zieloną koszulkę. Włosy na szybko spięła w kok, więc był on bardzo niesforny.
- Sakura, wyglądasz prześlicznie!- pisnęła Rin podbiegając do dziewczyny i przytulając się do niej.- Powiedz coś, debilu. Wygląda ślicznie, nie?- Ton głosu czerwonowłosej szybko się zmienił.
- Tak, dobrze wyglądasz, Sakura.- powiedział Nemezo zacinając się i unosząc brwi.
Rin chwyciła różowowłosą za rękę i pociągnęła w stronę drzwi. 
- Chodźcie, idziemy zagrać w koszykówkę! To znaczy... wy gracie jeden na jeden, a ja patrzę, bo nie umiem.- dziewczyna pokazała język i pociągnęła Sakurę za sobą.
- Zaczekajcie!- krzyknął Nemezo i pobiegł za nimi.
O szesnastej przyszła pielęgniarka poinformować że Sakura na gości. 
- Akurat kiedy było 2:1 dla mnie...- szepnęła Sakura z uśmiechem.
- Sakurciu, świetnie ci poszło!- krzyknęła Rin rzucając się na nową przyjaciółkę.
- Emm... Um... Dzięki?
Dziewczyna poprosiła by rodzeństwo przywitało się z jej przyjaciółmi. Weszli do pokoju Sakury.
Na kanapie siedział Kiba, Sai, Deidara i Sasuke, na parapecie Sasori, Tobi i Yahiko, a na łóżku Ino z Hinatą oraz Konan. Przy drzwiach stał Naruto. Był cały blady i niespokojny. Kiedy weszli w trójkę do pokoju, spojrzał na Sakurę i chwycił ją w ramiona.
- Sakura!


- Naruto...- szepnęła zaciskając ręce na jego koszuli. Jego zapach.. Tak za nim tęskniła... Jego silne ramiona objęły ją jeszcze bardziej, i poczuła nagle że chłopak szlocha.
- Sakura, ja przepraszam! Przepraszam! To moja wina, przepraszam!- z każdym słowem coraz bardziej łkał.
Przytuliła go jeszcze mocniej.
- Naruto, Naruto, spokojnie... ci... Nie płacz... Kocham Cię, nie płacz, to nie Twoja wina... To był nieszczęśliwy wypadek, kochanie... nie płacz...
Jego ręce zacisnęły się na jej drobnym ciele jeszcze bardziej. Wszyscy ze wzruszeniem, a nieliczni z mordem w oczach (Deidara, spokojnie...) oglądali tą scenę. Rin i Nemezo spojrzeli w dwie różne strony by tylko nie oglądać tego "sypania miłością".
Naruto podniósł Sakurę do góry i mocno pocałował w usta.


- Tak tęskniłem... ja tak tęskniłem...- szeptał cicho.
Sakura się uśmiechnęła i ponownie go pocałowała.
***
Jej mili goście wyszli dopiero o 18:00, bo był już koniec odwiedzin jak na dzisiaj. Deidara dość dziwnie się zachowywał, jak Naruto wypuścił Sakurę z objęć, podbiegł do niej i przytulił ją z całej siły oraz pocałował w głowę (przez co oberwał z kopniaka od Naruto), jej przyjaciółki polubiły się z Rin, oraz spodobał im się "ten bóg seksu- Nemezo" a reszta chłopaków była jak zwykle, poza tym że wszyscy przytulali Sakurę- tak się cieszyli!
- Co on tak cię obcałowywał, co?- pytała wciąż Rin z dziwną miną.
- Cóż.. oboje się stęskniliśmy. 
- Ahhmmm...
Siedzieli w trójkę na kanapie u Rin. Buteleczka sake była praktycznie cała wypróżniona, opakowania oreo i chipsów walały się po podłodze (no super, sama sobie zrobiłam smaka), było dawno po "godzinie policyjnej", czyli już koło pierwszej w nocy.
Sakura wstała z kanapy (choć w objęciach Nemezo i Rin było jej bardzo przyjemnie) i poszła do łazienki. Myjąc ręce usłyszała kawałek rozmowy.
- Daj spokój! Tylko nie ona! 
- Zamknij się, nie twoja sprawa!
- Moja, w końcu jesteśmy rodzeństwem.
- W miłości nie ma ograniczeń!
Mówili to tak cicho, że różowowłosa nie rozróżniała głosów.
Weszła do pokoju i uśmiechnęła się.
- Zagramy w coś?- zaproponowała.
Opróżnili do końca sake i zaczęli grać w trójkę w pytanie/wyzwanie.
- Nemezo. Taaak.... chick! Weź Sakurkę, i.. chick! Zatańczcie mi tu poloneza....
Nemezo wstał lekko się kiwając i poprosił Sakurę do tańca.
Tańczyli dość dziwnie, bo co chwilę on lub ona zataczali się.
- Sakuuraaaa... weź... idź po kolejną butelkę sake...- mruknął Nemezo zadając dziewczynie kolejne zadanie. - Nie mogą cię zauważyć...
Sakura zbiegła (stoczyła się) na dół, wbiła do otwartej kuchni, porwała dwie butelki sake oraz trzy schłodzone piwa i pobiegła do pokoju.
*Butelkę później*
- Riiiin, pocałuj Sakurę w poooliczka....- wydukał Nemezo podpierając się ręką podłogi i wskazując palcem na dziewczynę.
Czerwonowłosa z uśmiechem przybliżyła się do zdezorientowanej Sakury i pocałowała ją. Ale w usta. Ręką pogłaskała jej włosy, policzek  i oderwała się od niej, by po chwili znów przycisnąć usta do jej.
- Rin! Powaliło cię?!- prawie krzyknął brat dziewczyny, odrywając siostrę od ofiary.
- R..Rin?- zapytała Sakura trochę speszona drapiąc się z tyłu głowy (załapała to od Naruto).
- Hum, hum, hum... nie mówiłem ci? Ona jest lesbijką...- mruknął Nemezo biorąc śpiącą siostrę na ręce i kładąc na łóżko. 
- Nie?!
- Ups, sorki... Bardzo jej się spodobałaś. No i cóż... miała dzisiaj niezłe zazdro o ciebie.- powiedział chłopak siadając koło Sakury i klepiąc ją po plecach. 
- Bo całowałam się z Naruto?
- Tak jest, w sumie... ja też się najlepiej nie czułem z tym.- spojrzał na nią kątem oka.- Kurde, laska, ale szybko zasnęłaś. I to w pozycji siedzącej...
Ułożył Sakurę sobie na kolanach a sam usnął. 
Następnego dnia Rin bardzo przepraszała Sakurę. Wyznała jej, że bardzo się jej spodobała i nie umiała się powstrzymać. W końcu obie uznały że zostanie jak było (no, oprócz tego że Rin teraz co chwilę starała się całować Sakurę "przypadkiem"). Kilka dni później Sakura już opuszczała szpital. 
- Pa, Rin.- powiedziała Sakura do czerwonowłosej kiedy przyjechał po nią autobus z innymi uczniami Liceum Konoha.
- Sa... Sa.. Sakura!- krzyknęła Rin, rzucając się z płaczem na Sakurę. Namiętnie ją pocałowała i wypuściła z uścisku.
Usłyszeli głośne śmiechy, krzyk Naruto i przekleństwa kilku chłopaków (w tym Nemezo).
- No, to pa, Nemezo.- rzuciła Sakura ze smutnym uśmiechem.
- Sakura...- powiedział cicho a łzy mu poleciały po policzkach.
- Ejejejejeje! No nie becz! Nemezo, no! Weź się w garść! Prooooszę, nie płaaacz!- Sakura zdenerwowana podała mu swoją chusteczkę.
Chwycił ją za ramiona i pocałował.
- ŻE JAAAAK?!- wrzask Naruto było słychać już tu.- Zabiję debila!
*Powtórka z rozrywki?!- pomyślała zszokowana Sakura*
- Emmm, umm... wiem że to chamskie na oczach Twojego chłopaka, ale widzimy się pewnie ostatni raz. Pa, Sakura!- szepnął chłopak z lekkim uśmiechem popychając dziewczynę stronę autokaru. 
Nieprzytomna pomachała rodzeństwu, weszła do pojazdu, gdzie powitały ją gromkie brawa i piski i usiadła koło Naruto.
- Pocałowali cię?! Oboje?!- wrzasnął ciągnąc się za włosy.
- Nooo, dość niespodziewane, wybacz, kochanie...
Naruto bez słowa pochylił się nad nią i pocałował, długo, aż Sakurze się gorąco zrobiło. 
- To ma zamazać tamte pocałunki.- mruknął i chuchnął jej w kark.
Autobus pojechał, a Sakura powoli zjechała z siedzenia.
***
OJEJU, OJEJU, TYLE POCAŁUNKÓW, ŻE SAMA SIĘ DZIWIĘ.
Podobało się? Jakoś.. dziwnie mi to wyszło O.O 
Pozdrówki, liczę na ponad 10 komentarzy, a jak inaczej!


piątek, 14 lutego 2014

Valentine's Day

Obiecana walentynkowa notka :****
***
- Inooo, to boli!- sapnęła Sakura wyrywając się przyjaciółce.
Wszystkie dziewczyny z ich klasy robiły sobie dziś posiadówkę w domu Konan (najlepsza możliwość gdyż mieszkała sama), w końcu były walentynki!
Różowowłosa dała Ino po łapach, chwyciła jedwabną poduszkę z łóżka i zaczęła okładać nią dziewczynę.
- NIGDY. WIĘCEJ. NIE. TYKAJ. MNIE. NAOSTRZONYM. OŁÓWKIEM. W. ŻEBRA!- wrzasnęła, i przez przypadek potknęła się do tyłu upadając na Hinatę jedzącą tort czekoladowy.
- Sakura!- krzyknęła granatowowłosa wbijając twarz w miękki czekoladowy krem.
- Omsss, przepraszam!- mruknęła winowajczyni. Nabrała z twarzy Hinaty trochę kremu i spróbowała.- Masz szczęście że torcik dobry!
- Sa-Sakura-chan, to niemiłe!- powiedziała trochę podenerwowana Hyuuga, wstając i idąc do łazienki. Nie doszła do WC, bo słysząc dzwonek do drzwi zeszła na dół, mając nadzieję że to Tenten której brakowało. 
- Ino, Sakura, tak poza tym, nie umówiłyście się na dziś z chłopakami? To dziwne.- zauważyła Karin malując sobie paznokcie.
- Cóż.. Naruto mnie nigdzie nie zaprosił, chyba zapomniał o walentynkach...- powiedziała cicho Sakura, sadowiąc się na ziemi i kładąc poduszkę na kolanach. - A ty, Ino?
- O 18 przychodzi po mnie Shikamaru!
- Szczęściara...
Usłyszały kroki i spojrzały w stronę drzwi by powitać z powrotem Hinatę i najpewniej Tenten. Ale to nie była Tenten tylko... Kiba!
- Eeeh? Kiba-kun? Co ty tu robisz?- zapytała Ino patrząc na niego wielkimi oczami. 
- Śmierdzielu, śmiesz przychodzić do domu tak zacnej osoby jak Konan?- dodała Sakura ze śmiechem.
- Jak zawsze miła... Niee, przyszedłem pogadać. Hinata, tak w ogóle, czemu masz na sobie coś dziwnego?- zauważył chłopak przypatrując się dziewczynie. Z piskiem pobiegła do łazienki i po chwili wróciła.
- Emm, możemy pogadać?- zwrócił się znów do granatowowłosej. Wyszli na korytarz. Wszystkie cichutko podeszły do drzwi, zauważyły że Kiba coś do niej mówi, całuje ją w policzek i wychodzi. Szybko wróciły na swoje miejsca.
Hinata w stanie szoku weszła do pokoju.
- ZAPROSIŁ MNIE NA RANDKĘ!!
- IIIIII!! SERIO?! Idziemy do Hinaty wybrać jakieś ciuchy dla niej!
Kilka minut potem już stały przed szafą dziewczyny, a po chwili już miały wybraną czerwoną sukienkę w kwiaty i niskie, białe platformy.
Jakiś czasem potem Hinata wyszła. Po niej Ino, Karin i Konan. Wszystkie poszły spotkać się ze swoimi chłopakami/kolegami.
Sakura szła przez ulice miasta z rękami w kieszeniach, miała ponury humor i strasznie powłóczyła nogami. 
Wchodząc do swojego domu, w którym było już ciemno, poczuła słodki zapach.
Światło się zapaliło.
- Najlepszych walentynek, głupku!- krzyknął jej ukochany Naruto zeskakując ze stołu. Na stoliczku leżał przygotowany tort z truskawkami, obok leżała mała paczka. 
- Na.. Naruto? Co ty tu robisz?- wyjąkała.
- A co, nie chcesz mnie tu?- zapytał z fochem.- cały dzień piekłem ten cholerny tort! Ehhh!
Podszedł do niej, przytulił najmocniej jak potrafił (przez co poczuła jego cudowną wodę kolońską), ujął jej twarz w dłonie i pocałował w nos. Z wielkim wyszczerzem podał jej paczuszkę. Drżącymi rękami odpakowała prezent, a z pomiędzy delikatnych chusteczek wypadł jej na ręce naszyjnik. Cudowny, platynowy naszyjnik, w kształcie Saturna, ze wszystkimi jego pierścieniami, a sam Saturn zrobiony był z małych brylancików. Sakurze poleciały łzy z oczu.
- Naruto... piękne! Dziękuję! To najpiękniejsza rzecz jaką w życiu widziałam!- krzyknęła szczęśliwa.
Uniósł jej włosy do góry i pomógł zapiąć łańcuszek.
- Wyglądasz ślicznie, jak prawdziwa nimfa leśna!- uznał z uśmiechem przytulając ją powtórnie do siebie.
Powoli się nad nią nachylił i pocałował w miękkie usta. Ciepło i słodycz ust osoby, którą się najbardziej kocha było nieopisane. Obdarzył ją iście gorącym pocałunkiem, nie mieli nawet czasu nabrać oddechu. Nie widząc na oczy, polecieli na podłogę. Dłońmi muskał jej twarz, szyję, włosy, a ona z wielką pasją całowała ukochanego. Powoli ściągnęła mu koszulkę, a on delikatnie acz namiętnie przygniótł ją całym ciężarem swojego ciała do podłogi. Ich usta po raz kolejny rozegrały namiętną walkę. 
- Sakura...- szepnął Naruto.
- Naruto!- jęknęła pomiędzy pocałunkami gdy przygryzł jej dolną wargę. Nagle zadzwonił telefon. Sakura wstała z ziemi i podbiegła do aparatu.
- Halo?
- Sakurcia, tu mamusia. Tatuś, babusia i ja życzymy Ci wspaniałych walentynek!- usłyszała głos swojej rodzicielki. 
- TAAAAK, DZIĘKUJĘ, NAWZAJEM.- powiedziała najmilej jak umiała i trzasnęła telefonem.
Naruto zaczął się śmiać i ubrał koszulkę, a Sakura poprawiła swoją. 
- Mimo wszystko, to nie jest nam dzisiaj dane!- uznał Naruto ze śmiechem.
- De-de-debilu!! Co masz na myśli mówiąc t-to? BAAAKAA!- wrzasnęła czerwona Sakura uderzając Naruto w twarz.
- I znowu mi się dostało...- mruknął blondwłosy pocierając policzek.- Dobra, idziemy do baru, zbieraj się!
Dziesięć minut później stali przy wyjściu z domu. 
- Idziemy?
- Tak..
- Naruto?
- Hmm?
- Przepraszam.- szepnęła Sakura całując chłopca w czerwony policzek.

I TAK SIĘ ZAKOŃCZYŁY RANDKI WSZYSTKICH:
Yahiko zaatakował pies:

Próbował ją pocałować:


Byli na karaoke:



Poszli do parku na spacer:




Randka w barze:



KOCHAM WAS WSZYSTKICH.
I MIMO ZŁAMANEGO SERCA, MAM WAS <3




NARUSAKU PIEPRZONE WALENTYNKI

Cześć kochani, notka walentynkowa (swoją drogą to zjebane święto) pojawi się wieczorkiem, teraz dodam kilka gifów NaruSaku z tej okazji -_-
Odcinek NS 206:





Jakaś krótka OVA po napisach:


Odcinek NS 175:



Odcinek 1/2 NS:




Ova Naruto Shippuuden x UT:

Opening 12 NS (chyba):

Naruto x UT OVA:



środa, 15 stycznia 2014

66. Odwiedziny, wyznanie i rodzeństwo.

Cześć wszystkim! Ta tu o to autorka wróciła, i przeprasza bardzo za opóźnienia Q.Q Tą notkę dedykuję wszystkim moim czytelnikom, anonimowym i nie-anonimowym. Dziękuję wam bardzo za komentarze, jesteście kochani! A, i przepraszam Sakura-chan, że notka nie pojawiła się wczoraj jak obiecałam.. Zapraszam mordeczki do czytania!
***
Sakura została przewieziona do szpitala znajdującego się pięć kilometrów stąd. Naruto nie opuścił jej nawet na krok, tak długo kłócił się z lekarzami, że wykończeni dyskusją postanowili pozwolić mu jechać z nią. Sakura nie była w najlepszym stanie- skręcona bądź złamana kostka, dużo zadrapań- głębszych i powierzchniowych, wstrząs mózgu, dwa złamane żebra... ale żyła. Naruto, patrząc na poobijaną ukochaną łzy leciały z oczu. Trzymał ją cały czas za rękę. Czasami podnosił ją do ust i całował lekko. 
Gdy dojechali na miejsce, musiał się z nią rozstać. Została przewieziona na oddział intensywnej terapii. Mimo że zapewniali go, że nie jest aż tak źle, czuł że kłamią tylko po to, żeby nie był tak zmartwiony. Lekarze kazali mu zostać na zewnątrz- musiał sie uspokoić bo wszystkich by pozabijał. Autobus z uczniami Liceum Konoha przyjechał chwilę później- zrobił trzy obroty, i o mało nie uderzył w ścianę szpitalu.
- Itachi...- mruknął Naruto patrząc na poczynania Uchichy za kółkiem, próbującego zapanować nad pojazdem. Wrzaski w środku busa świadczyły o tym, że Łasica wcale nie prowadził pod pozwoleniem Pani Tsunade. Wsiadł i już, jak on coś chce...
Drzwi pojazdu z hukiem się otworzyły, i wszyscy jego przyjaciele wysypali się na zewnątrz. 
- Naruto! Co z nią?- zdyszany Kiba podbiegł do blondwłosego.
- Nie mam pojęcia. Kazali mi się uspokoić i czekać tu. Pierdolone dzidy!- chłopak wściekły walnął glanem o filar. Wszyscy na niego patrzeli. Tsunade położyła mu rękę na ramieniu ale ją strząsnął.  - Co to ma w ogóle być?! Nie powinno do tego dojść! Dobra, pokłóciliśmy się. I co? To moja wina. Nie powinienem tak na nią wrzeszczeć. Chciałem tylko... nieważne. To moja wina! Ale to ona...
Gdyby nie szum naokoło, Naruto uznałby że coś mu się przewidziało. Deidara do niego podszedł i po prostu go uderzył. 
Poleciał do tyłu i walnął plecami o ścianę.
- Twoja wina? Tak, to jest twoja wina! Jeśli sądzisz, że w tym jest choć trochę winy Sakury, to mi ją po prostu oddaj!- krzyknął wściekły Deidara podchodząc szybkim do leżącego chłopaka i uderzając go znowu.- Zachowuj się jak mężczyzna, kretynie!
Teraz do Deidara walnął głową o podłogę. Naruto wstał i otarł krew z nosa. 
- Nie pouczaj mnie! Chciałeś ją mieć?! Miałeś swoją szansę!- podbiegł do członka Akatsuki i uderzył go w brzuch. 
- To ty ją traktujesz jak swoją własność! Przysięgam, jakby to była moja dziewczyna, traktowałbym ją milion razy lepiej od ciebie! 
Chłopak wstał i z kopniaka przyłożył Naruto. Usiadł na nim okrakiem i zaczął zadawać ciosy. 
- Przestańcie oboje!- wrzasnęła Hinata płacząc. 
- Debile, ogarnijcie się!- zagrzmiał Sasori.
- Uzumaki! Douhito! Koniec tego dobrego!- warknęła Tsunade, podeszła do obydwóch i zdzieliła ich po głowie. - Puknijcie się w te puste łby! Nie martwicie się o Sakurę?!
Zrobiło im się głupio.
- Sorry.- wymruczeli oboje pod okiem Pani Dyrektor i odwrócili się od siebie plecami. 
W końcu pozwolili im wejść do szpitala. 
- Pani Sakura Haruno zostanie przewieziona do Sanktuarium im. Kazekage za dwadzieścia minut. Podczas tej podróży nie możecie jej towarzyszyć.- poinformowała wszystkich recepcjonistka, patrząc głównie na Deidarę i Naruto.- a Panom co się stało? Trzeba to przemyć...
- Nie trzeba, dziękujemy.- przerwał jej Naruto. Wyglądała na zawiedzioną, w końcu był taki przystojny. Spojrzała z nadzieją na Deidarę, ale ten pokręcił tylko głową. Wstała zachmurzona, i poszła korytarzem. 
Podążyli za nią. Doprowadziła ich do sali nr. 16. 
- Tu leży Sakura Haruno. Jej życiu nie zagraża żadne niebezpieczeństwo. Spędzi tydzień bądź dwa w sanktuarium, aby w pełni wyzdrowieć. Dwa kilometry od niego jest hotel, możecie się tam zatrzymać.
Ino szybko otworzyła drzwi i weszła do środka, a za nią reszta. Chwilę później w sali byli wszyscy (szczęście, że sala była duża).
Sakura spała. Miała bandaż przechodzący przez potylicę i czoło, obandażowane dłonie, ramiona, opatrunki wystawały też spod jej koszuli. Wyglądała słabo... ale żyła. Oddychała miarowo i spokojnie. Nawet się uśmiechała.
Wszyscy radośnie zaczęli rozmawiać, tylko Naruto stał cicho. Przyglądał jej się. Patrzał na długie przecięcie wzdłuż policzka. To była jego wina. Jego... Niedługo potem weszli lekarze poinformować ich, że zaraz zabierają Sakurę, więc muszą wyjść z sali. Poszli jeszcze po kroplówkę, a wszyscy przyjaciele wyszli.
Minęło pięć minut a lekarze nie wracali. Rozejrzał się. Kogoś mu tu brakowało... Ale kogo? Nieważne, Sakura ważniejsza. Naruto postanowił zajrzeć do sali. Cichutko wślizgnął się do sali i zamknął za sobą drzwi. Odwrócił się do łóżka Sakury, a widok go zszokował.
Przy łóżku Sakury, na krześle, siedział Deidara. Trzymał ją za rękę, i z zamkniętymi oczami trzymał głowę na ich splecionych dłoniach.
- Sakura... obudź się, muszę ci coś wyznać...- delikatnie szeptał.
- Dei... dara?- szepnął Naruto. Chłopak gwałtownie podniósł głowę i poderwał się z krzesła.
- Naruto.
Milczeli. Deidara przeszedł koło niego szybkim krokiem i wyszedł.
Co Deidara tu robił? To on powinien tu być... on...
Podszedł do łóżka Sakury i spojrzał na jej słodką, śpiącą twarz. Co to za uczucie? Zazdrość? On jest zazdrosny? Dobre sobie. Gorąco mu było. Phy. Pochylił się nad nią i pocałował w pełne, malinowe usta. To było chamskie co robił, że tak bez jej wiedzy, ale te słodkie usteczka tak go przyciągały... 
- Proszę Pana? Prosiliśmy, by wszyscy wyszli.- usłyszał ze strony drzwi. Lekarz... Całe szczęście, jeszcze chwila i by się zagalopował. 
- Moment.- powiedział z proszącą miną. Pochylił się nad uchem Sakury.- To ciebie na tym świecie boję się najbardziej... i to ciebie... najbardziej pożądam.
Wyszeptał to cichym głosem, ale przepełnionym bólem i słodyczą.
Towarzyszył Sakurze do ambulansu. 
- Do zobaczenia, kochanie.- powiedział całując ją w policzek i spojrzał za nią tęsknie. Neji położył mu rękę na ramieniu.
- Okej, stary?
- Taaaa...
***
Sakura siedziała na oknie w "swoim" pokoju. W ręce trzymała "Wiedźmina" a jedna noga cały czas zsuwała się z parapetu. Obudziła się przed dwoma godzinami, pod dwóch dniach śpiączki. Od pielęgniarek w sanktuarium słyszała, że codziennie odwiedzała ją masa ludzi. Dziś niestety było za późno na wizyty, więc się nie spotkała ze swoimi przyjaciółmi. Z westchnięciem przeczesała palcami swoje różowe włosy. Były świeżo wysuszone, więc dobrze się w nich czuła. Na nogach miała zielone "japonki" na małym obcasie (na prawej kostce bandaż), czarną, letnią sukienkę za kolana i łańcuchami w pasie, a na plecach gorset i rozpuszczone włosy. Zeskoczyła z parapetu i poczuła lekki, mrowiący ból w kostce. A, zwichnięcie, cały czas zapominała.Brakowało jej towarzystwa kogoś w jej wieku. Pielęgniarki tu były bardzo miłe, ale każda liczyła sobie ponad czterdziestkę, no, poza dwoma wyjątkami. 
Słońce już zaszło, więc Sakura postanowiła wyjść na korytarz.
Wyjrzała cichutko zza drzwi. Ani śladu potencjalnych wrogów. Jak ona kochała takie akcje! Biegła korytarzem ignorując ból w kostce, skręciła w prawo i zbiegła po schodach najciszej jak umiała (no, zjechała raczej po poręczy). Na dole, koło schodów znajdowały się drzwi z napisem "KUCHNIA". Weszła do środka z duszą na ramieniu i rozejrzała się. Pusto. Odetchnęła i podeszła do lodówki. 
- Dobra, jest tu fajnie ale jedzenie jest OKROPNE. Szczególnie nieugotowane ziemniaki i niedopieczony kotlet sojowy...- mruknęła do siebie. Przed nią było królestwo. Mango, granat, mleko w kartonikach, soczki w puszkach, czekolada, schłodzone piwo, kilka butelek sake i tego typu pychotki... w szafce nad lodówką znalazła pełno paczek chipsów, cukierki, oreo, pocky i inne smakołyki. Sięgnęła po mrożoną kawę i pudełko oreo, zrobiła krok do tyłu i wrzasnęła, co natychmiast zostało stłumione, ale słyszała też cichy krzyk kogoś innego... ktosiów. Przed nią stały dwie osoby. Jedna to był chłopak, a druga dziewczyna. 
- Matko, wystraszyliście mnie!- jęknęła cicho Sakura odejmując od swoich ust rękę chłopaka.- Kim jesteście?
Dziewczyna miała koło siedemnastu lat, proste czerwone włosy i piękne złote oczy. Ubrana była w białą sukienkę i srebrne trzewiki. Chłopak był ewidentnie starszy od Sakury. Miał nieokiełznaną czerwoną czuprynę, i oczy takie jak dziewczyna. Do tego ubrany był w rubinowe rurki, czarną koszulkę z szerokimi ramiączkami i glany.
- Dziewczyno, wystraszyłaś nas...- szepnął chłopak cichym głosem. - Jestem Nemezo, a to moja młodsza siostrzyczka Rin. A ty?
- Jestem Sakura.- powiedziała odwracając wzrok od chłopaka i uśmiechając się do dziewczyny, a ta natychmiast odwzajemniła jej uśmiech.- Co tu robicie? 
- To co ty. Jedzenie tu jest okropne!- powiedziała Rin ze wstrętem.- O, oreo, mogę?
Usłyszeli trzask, i rzucili się pod blat. 
- Nikogo nie ma? A wydawało mi się że....- niepewny głos pielęgniarki zmroził im krew. Wyszła trzaskając drzwiami, potem rozległ się dźwięk obracającego się klucza.
- Ale zajebiście, zamknięci w kuchni!- powiedział Nemezo z diabelskim uśmiechem. 
- Dlaczego jesteście tu? Chodzi mi że w sanktuarium?
- Mam dziewiętnaście lat, a Rin siedemnaście- jesteśmy rodzeństwem. Rodzice pojechali do domu, mają pracę. Rin miała zapalenie płuc, a ja jako ODPOWIEDZIALNY dorosły musiałem z nią zostać.. męczące..- westchnął, po czym dostał po łbie od siostry.
- A ty?- zapytała Rin ze spokojem targając za włosy brata.
- Wypadek, spadłam z klifu.- powiedziała Sakura z uśmiechem wskazując na bandaż na głowie, uniosła lekko sukienkę by pokazać ten na udach i łydkach. Na rękach były dość widoczne rany.
- Ale biedna! I lepiej się już czujesz?- zapytała Rin zaniepokojona.
- Tak, dzięki, a ty? 
Zaczęli gadać we trójkę. Okazało się, że Sakura i Nemozo słuchają tych samych zespołów, a z Rin mają wspólne ulubione sklepy z ubraniami i książki. Z lodówki wyciągnęli sake, sok, otworzyli kilka paczek chipsów, żelki i różne ciastka. Z sake i soku zrobili sobie drinki (w barku znaleźli też pełno likierów) i do tego dolali likieru kokosowego. Podjadając i sącząc pyszne piciu gadali o różnych duperelach, o swoich znajomych (okazało się że znają Sasoriego, to ich kuzyn!) i filmach. 
Jako że to było pierwsze piętro, bo małej imprezce wyszli oknem. Nemozo pomógł wyjść Sakurze, gdyż miała skręconą kostkę, choć stanowczo uznała że potrafi jeszcze skakać. Rin skwitowała to tylko uniesieniem brwi i cichym "Sakura, uważaj". 
Na dworze było ciepło. Był tu piękny i cichy park/las. Zmęczeni położyli się pod drzewem na trawie. Gadali jeszcze chwilę aż postanowili pójść spać. 
- Naruto...- szepnęła cicho i tęsknie, będąc pewna że jej nowi znajomi już śpią, bo oczywiście opowiedziała im o tej sprawie ze swoim "dobrym kumplem". Poczuła że z obu stron chwytają ją dwie dłonie. Jedna mała, delikatna, a druga smukła i ciepła.- Dziękuję...
I tak zasnęli. 
***
Podobało się? W tej notce było mało NaruSaku, ale będzie potem więcej :D
ps. liczę na ponad 10 komentarzy!


sobota, 14 grudnia 2013

65. Jak pokocham, to na zawsze.

Cześć! Wasza autorka wraca z nową notką. Starajcie się komentować. Proszę, serio. Bo to dodaje mi sił do dalszego prowadzenia bloga.. Więc jak wam się coś spodoba, proszę się nie bać i od razu komentować!
Zapraszam do czytania ;)
***
Sakura biegła przez las. Co chwilę się potykała o jakieś cholerstwa, to kamień, to wystający korzeń.... ale ile nie upadła, zawsze się podnosiła. Kolana jej krwawiły. Ale biegła dalej, musiała go znaleźć, musiał poznać jej uczucia. Ugryzła się wargę, upadając po raz kolejny.
- CHOLERA!! NARUUUUTOOO! ZABIJĘ CIĘ JAK CIĘ ZNAJDĘ!! KOCHAM CIĘ, IDIOTO!!- krzyknęła wniebogłosy.
Nie potrafiła wstać. Nie znajdzie go...
Spojrzała w niebo, a łzy popłynęły po policzkach.
Czemu?
Ona zawsze go rani. Zawsze.
STOP!
- Opanuj się, Sakura!- skarciła siebie samą. Wstała, otarła łzy i rozejrzała się wokół. Tylko jakieś głupie krzaczory i drzewa
- NARUTOOOOO!- wrzasnęła wbiegając między drzewa.
Potknęła się o coś dużego i zaliczyła glebę.
- Co za chujst... o....- warknęła, ale na widok leżącej osoby zamilkła.
Naruto.... miał zamknięte oczy i podrapane policzki. Ślady własnych paznokci na nich.
- Naruto...?- szepnęła, zbliżając się powoli na czworakach do chłopca. Wyciągnęła ku niemu rękę.
Spał. 
TAK, SPAŁ.
- Kretyn... Przeziębi się, śpiąc w takim miejscu...
Pogłaskała go delikatnie po zranionym policzku.
- Wiesz, Naruto? Nie słyszysz mnie, to nawet i lepiej. Zawsze jestem dla ciebie ciężarem. Sprawiam ci problemy. Ranię cię... Ah, no i jesteś kretynem, niewychowanym, głupim chłopakiem... ale cię kocham. Zawsze tak było. Moje uczucia nigdy się nie zmienią.- szeptała.- chciałam cię za wszelką cenę chronić, ale zawsze to ja byłam tą, przed którą powinieneś był uciekać. Nie wiem jakim cudem, ale pokochałeś mnie. Tą, wredną, samolubną mnie. Nie jestem ideałem, ale myślałam że wystarczę dla ciebie taka jaka jestem. Ale zawsze patrzałam na twoje plecy. I wtedy uświadomiłam sobie że nigdy cię nie dogonię. Zasługujesz na piękną i cudowną dziewczynę, nie takiego chama jak ja. Dlatego... żegnaj, Naruto. Znajdź sobie szczęście. Na nie właśnie zasługujesz. Jesteś, mimo że głupi, wspaniały i kochany... Kocham cię.- kiedy wypowiadała ostatnie słowa, pocałowała go w usta.
<Naruto śnił. Anioł mówił mu piękne rzeczy. Nagle, z rękawa szaty anioła, wyleciał motyl. Podleciał do niego i dotknął jego ust. Chłopak nie potrafił się w ogóle poruszyć. Chciał zatrzymać anioła. Czuł coś mokrego na policzkach. Łzy? Płakał? Czekaj, stój! Nie odchodź! Naruto powoli opadał w ciemność>
Sakura gwałtownie wstała, obróciła się i pobiegła za siebie.
Miała dość biegania jak na jeden dzień... uff...
- Hę? Ja płaczę? Serio?- zdziwiła się, przykładając ręce do policzków. Próbowała sobie wmówić, że nie. No ale fakt faktem.
Nagle straciła równowagę.
Klif.
Spadając na dół, nie krzyknęła ani razu. Wyszeptała tylko jedno słowo.
"Naruto".
***
Naruto obudził się zalany potem. Kiedy zdążyło zrobić się tak ciemno. Usiadł na ziemi, i leniwym ruchem podrapał się z tyłu głowy. Co do cholery...?
Ah. Sakura.... i jakiś sen. Anioł? Żegnał się.
Dostrzegł coś błyszczącego w krzakach. Podniósł się powoli, nadal rozespany. 
Schylił się po tę rzecz, a po chwili zorientował się że to...
- Bransoletka? Co tu to robi?
Hm....
- NIE. TO JEST OD SAKURY!- krzyknął.
Rozejrzał się przerażony.
- Sakura?! 
W tym momencie zorientował się, że to nie anioł się żegnał.
To była Sakura.
Pobiegł w tą stroną, gdzie znalazł bransoletkę. Instynkt kazał mu zwolnić. Powoli się zatrzymał. I całe szczęście, bo przed nim majaczył się stromy kilf.
- Matko, ja chyba bym zginął, gdyby...- przerwał gwałtownie.- to niemożliwe, nie?
Powoli podszedł do krawędzi. Było tu z piętnaście metrów, na dole same krzaki i piach.
A między tym...
- S-Sakura?- wyszeptał z wielkimi oczami. Szok. Na dole, między krzakami, leżała różowowłosa. Była nieruchoma i blada.
- SAKURA!- wrzasnął.
Zbiegł po łagodniejszej stronie kilfu. Jeśli ona z rozpędu wypadła z drogi, to nie masz szans żeby jeszcze...
Upadł przed nią na kolana. Położył ręce na twarzy. Jaka zimna!
Przyłożył ucho do klatki piersiowej.
PUM! PUM!... PUM! ....... PUM!
Jej serce biło coraz wolniej.
Całe kolana, ręce i twarz były zakrwawione. Z ust ciekła mała stróżka krwi.
Zdjął szybko kurtkę i otulił ją delikatnie. 
Nieobecny, mechanicznie, zaczął szukać telefonu.
Chwytając go, wykręcił numer Kiby.
- Kiba....? Ja... i Sakura znajdujemy się na dole klifu.... Przyślij lekarza...
Rozłączył się.
Wpatrywał się we twarz Sakury. Jej usta lekko się poruszyły.
- Naruto?- wyszeptała bardzo słabym głosem.
- Sakura! Jestem przy tobie, tylko nie umieraj, do jasnej cholery! Zaraz będzie tu lekarz, znajdą nas i będziesz cała i zdrowa! Rozumiesz?! Cała i zdrowa!- krzyknął.
- Hehe...- zaśmiała się i zakaszlała.- wierzę ci... Naruto, ja przepraszam. Nie dostrzegałam twoich uczuć. Koch...
- Cicho bądź na chwilę. Ja to powiem. Kocham cię, Sakura. Nigdy mnie nie opuszczaj, nigdy, rozumiesz?!- krzyczał coraz bardziej. A łzy leciały.
- Zamknij się, idioto. Nigdzie się nie wybieram. Widzisz, nic mi nie jest.- powiedziała, ale oczy jej się zamknęły.- muszę tylko chwilkę poleżeć.
- Sakura....
- Tak?
- Obiecasz że zawsze będziesz przy mnie?- mruknął, biorąc jej ręce we własne dłonie i chuchając na nie.
- No pewnie... a czemu pytasz?
- Dowiesz się już niedługo, więc postaraj się przeżyć. Jesteś pewna że chcesz przy mnie zostać? W końcu jestem kretynem!
Sakura zachichotała, ale szybko przycichła.
- Tak. Kocham cię taki jaki jesteś. Choć, masz rację, kretyn z ciebie. Ale czemu tak cały czas pytasz?
- Więc, musisz wyzdrowieć. Dopiero wtedy ci powiem.
- A będziesz przy mnie jak się obudzę?- wyszeptała, powoli zasypiając.
- Będę. Zawsze już przy tobie będę jak będziesz się budzić. I jak będziesz zasypiać...
I zasnęła.
Po kilku minutach przybiegł cały "obóz" wraz z Tsunade i Shizune.
Zmierzyły tętno.
- Dzwońcie po karetkę.
***
Tak sobie myślę, Sakura... Dlaczego wtedy umarłaś? Dlaczego mnie zostawiłaś? Zostały tylko wspomnienia. Ale ja nie chcę o tobie zapomnieć. Te szczęśliwe chwile.... Zostaną we mnie, na zawsze. Nigdy cię nie zapomnę, moja pierwsza, cudowna miłości.

------------
Taki mały żart, to się nie stało, wygłupiam się xd Musiałam się rozładować.... Tego nie było, hahahahhahah, i jak? Ale na początku (przed pisaniem tej notki) chciałam teraz zakończyć właśnie tak bloga.
***
Komentujcie, a będzie kolejna notka. Wybaczcie że takie to smutne dzisiaj, ale mam taki dzień... Liczę na co najmniej 10 komentarzy!! <3