piątek, 14 lutego 2014

NARUSAKU PIEPRZONE WALENTYNKI

Cześć kochani, notka walentynkowa (swoją drogą to zjebane święto) pojawi się wieczorkiem, teraz dodam kilka gifów NaruSaku z tej okazji -_-
Odcinek NS 206:





Jakaś krótka OVA po napisach:


Odcinek NS 175:



Odcinek 1/2 NS:




Ova Naruto Shippuuden x UT:

Opening 12 NS (chyba):

Naruto x UT OVA:



środa, 15 stycznia 2014

66. Odwiedziny, wyznanie i rodzeństwo.

Cześć wszystkim! Ta tu o to autorka wróciła, i przeprasza bardzo za opóźnienia Q.Q Tą notkę dedykuję wszystkim moim czytelnikom, anonimowym i nie-anonimowym. Dziękuję wam bardzo za komentarze, jesteście kochani! A, i przepraszam Sakura-chan, że notka nie pojawiła się wczoraj jak obiecałam.. Zapraszam mordeczki do czytania!
***
Sakura została przewieziona do szpitala znajdującego się pięć kilometrów stąd. Naruto nie opuścił jej nawet na krok, tak długo kłócił się z lekarzami, że wykończeni dyskusją postanowili pozwolić mu jechać z nią. Sakura nie była w najlepszym stanie- skręcona bądź złamana kostka, dużo zadrapań- głębszych i powierzchniowych, wstrząs mózgu, dwa złamane żebra... ale żyła. Naruto, patrząc na poobijaną ukochaną łzy leciały z oczu. Trzymał ją cały czas za rękę. Czasami podnosił ją do ust i całował lekko. 
Gdy dojechali na miejsce, musiał się z nią rozstać. Została przewieziona na oddział intensywnej terapii. Mimo że zapewniali go, że nie jest aż tak źle, czuł że kłamią tylko po to, żeby nie był tak zmartwiony. Lekarze kazali mu zostać na zewnątrz- musiał sie uspokoić bo wszystkich by pozabijał. Autobus z uczniami Liceum Konoha przyjechał chwilę później- zrobił trzy obroty, i o mało nie uderzył w ścianę szpitalu.
- Itachi...- mruknął Naruto patrząc na poczynania Uchichy za kółkiem, próbującego zapanować nad pojazdem. Wrzaski w środku busa świadczyły o tym, że Łasica wcale nie prowadził pod pozwoleniem Pani Tsunade. Wsiadł i już, jak on coś chce...
Drzwi pojazdu z hukiem się otworzyły, i wszyscy jego przyjaciele wysypali się na zewnątrz. 
- Naruto! Co z nią?- zdyszany Kiba podbiegł do blondwłosego.
- Nie mam pojęcia. Kazali mi się uspokoić i czekać tu. Pierdolone dzidy!- chłopak wściekły walnął glanem o filar. Wszyscy na niego patrzeli. Tsunade położyła mu rękę na ramieniu ale ją strząsnął.  - Co to ma w ogóle być?! Nie powinno do tego dojść! Dobra, pokłóciliśmy się. I co? To moja wina. Nie powinienem tak na nią wrzeszczeć. Chciałem tylko... nieważne. To moja wina! Ale to ona...
Gdyby nie szum naokoło, Naruto uznałby że coś mu się przewidziało. Deidara do niego podszedł i po prostu go uderzył. 
Poleciał do tyłu i walnął plecami o ścianę.
- Twoja wina? Tak, to jest twoja wina! Jeśli sądzisz, że w tym jest choć trochę winy Sakury, to mi ją po prostu oddaj!- krzyknął wściekły Deidara podchodząc szybkim do leżącego chłopaka i uderzając go znowu.- Zachowuj się jak mężczyzna, kretynie!
Teraz do Deidara walnął głową o podłogę. Naruto wstał i otarł krew z nosa. 
- Nie pouczaj mnie! Chciałeś ją mieć?! Miałeś swoją szansę!- podbiegł do członka Akatsuki i uderzył go w brzuch. 
- To ty ją traktujesz jak swoją własność! Przysięgam, jakby to była moja dziewczyna, traktowałbym ją milion razy lepiej od ciebie! 
Chłopak wstał i z kopniaka przyłożył Naruto. Usiadł na nim okrakiem i zaczął zadawać ciosy. 
- Przestańcie oboje!- wrzasnęła Hinata płacząc. 
- Debile, ogarnijcie się!- zagrzmiał Sasori.
- Uzumaki! Douhito! Koniec tego dobrego!- warknęła Tsunade, podeszła do obydwóch i zdzieliła ich po głowie. - Puknijcie się w te puste łby! Nie martwicie się o Sakurę?!
Zrobiło im się głupio.
- Sorry.- wymruczeli oboje pod okiem Pani Dyrektor i odwrócili się od siebie plecami. 
W końcu pozwolili im wejść do szpitala. 
- Pani Sakura Haruno zostanie przewieziona do Sanktuarium im. Kazekage za dwadzieścia minut. Podczas tej podróży nie możecie jej towarzyszyć.- poinformowała wszystkich recepcjonistka, patrząc głównie na Deidarę i Naruto.- a Panom co się stało? Trzeba to przemyć...
- Nie trzeba, dziękujemy.- przerwał jej Naruto. Wyglądała na zawiedzioną, w końcu był taki przystojny. Spojrzała z nadzieją na Deidarę, ale ten pokręcił tylko głową. Wstała zachmurzona, i poszła korytarzem. 
Podążyli za nią. Doprowadziła ich do sali nr. 16. 
- Tu leży Sakura Haruno. Jej życiu nie zagraża żadne niebezpieczeństwo. Spędzi tydzień bądź dwa w sanktuarium, aby w pełni wyzdrowieć. Dwa kilometry od niego jest hotel, możecie się tam zatrzymać.
Ino szybko otworzyła drzwi i weszła do środka, a za nią reszta. Chwilę później w sali byli wszyscy (szczęście, że sala była duża).
Sakura spała. Miała bandaż przechodzący przez potylicę i czoło, obandażowane dłonie, ramiona, opatrunki wystawały też spod jej koszuli. Wyglądała słabo... ale żyła. Oddychała miarowo i spokojnie. Nawet się uśmiechała.
Wszyscy radośnie zaczęli rozmawiać, tylko Naruto stał cicho. Przyglądał jej się. Patrzał na długie przecięcie wzdłuż policzka. To była jego wina. Jego... Niedługo potem weszli lekarze poinformować ich, że zaraz zabierają Sakurę, więc muszą wyjść z sali. Poszli jeszcze po kroplówkę, a wszyscy przyjaciele wyszli.
Minęło pięć minut a lekarze nie wracali. Rozejrzał się. Kogoś mu tu brakowało... Ale kogo? Nieważne, Sakura ważniejsza. Naruto postanowił zajrzeć do sali. Cichutko wślizgnął się do sali i zamknął za sobą drzwi. Odwrócił się do łóżka Sakury, a widok go zszokował.
Przy łóżku Sakury, na krześle, siedział Deidara. Trzymał ją za rękę, i z zamkniętymi oczami trzymał głowę na ich splecionych dłoniach.
- Sakura... obudź się, muszę ci coś wyznać...- delikatnie szeptał.
- Dei... dara?- szepnął Naruto. Chłopak gwałtownie podniósł głowę i poderwał się z krzesła.
- Naruto.
Milczeli. Deidara przeszedł koło niego szybkim krokiem i wyszedł.
Co Deidara tu robił? To on powinien tu być... on...
Podszedł do łóżka Sakury i spojrzał na jej słodką, śpiącą twarz. Co to za uczucie? Zazdrość? On jest zazdrosny? Dobre sobie. Gorąco mu było. Phy. Pochylił się nad nią i pocałował w pełne, malinowe usta. To było chamskie co robił, że tak bez jej wiedzy, ale te słodkie usteczka tak go przyciągały... 
- Proszę Pana? Prosiliśmy, by wszyscy wyszli.- usłyszał ze strony drzwi. Lekarz... Całe szczęście, jeszcze chwila i by się zagalopował. 
- Moment.- powiedział z proszącą miną. Pochylił się nad uchem Sakury.- To ciebie na tym świecie boję się najbardziej... i to ciebie... najbardziej pożądam.
Wyszeptał to cichym głosem, ale przepełnionym bólem i słodyczą.
Towarzyszył Sakurze do ambulansu. 
- Do zobaczenia, kochanie.- powiedział całując ją w policzek i spojrzał za nią tęsknie. Neji położył mu rękę na ramieniu.
- Okej, stary?
- Taaaa...
***
Sakura siedziała na oknie w "swoim" pokoju. W ręce trzymała "Wiedźmina" a jedna noga cały czas zsuwała się z parapetu. Obudziła się przed dwoma godzinami, pod dwóch dniach śpiączki. Od pielęgniarek w sanktuarium słyszała, że codziennie odwiedzała ją masa ludzi. Dziś niestety było za późno na wizyty, więc się nie spotkała ze swoimi przyjaciółmi. Z westchnięciem przeczesała palcami swoje różowe włosy. Były świeżo wysuszone, więc dobrze się w nich czuła. Na nogach miała zielone "japonki" na małym obcasie (na prawej kostce bandaż), czarną, letnią sukienkę za kolana i łańcuchami w pasie, a na plecach gorset i rozpuszczone włosy. Zeskoczyła z parapetu i poczuła lekki, mrowiący ból w kostce. A, zwichnięcie, cały czas zapominała.Brakowało jej towarzystwa kogoś w jej wieku. Pielęgniarki tu były bardzo miłe, ale każda liczyła sobie ponad czterdziestkę, no, poza dwoma wyjątkami. 
Słońce już zaszło, więc Sakura postanowiła wyjść na korytarz.
Wyjrzała cichutko zza drzwi. Ani śladu potencjalnych wrogów. Jak ona kochała takie akcje! Biegła korytarzem ignorując ból w kostce, skręciła w prawo i zbiegła po schodach najciszej jak umiała (no, zjechała raczej po poręczy). Na dole, koło schodów znajdowały się drzwi z napisem "KUCHNIA". Weszła do środka z duszą na ramieniu i rozejrzała się. Pusto. Odetchnęła i podeszła do lodówki. 
- Dobra, jest tu fajnie ale jedzenie jest OKROPNE. Szczególnie nieugotowane ziemniaki i niedopieczony kotlet sojowy...- mruknęła do siebie. Przed nią było królestwo. Mango, granat, mleko w kartonikach, soczki w puszkach, czekolada, schłodzone piwo, kilka butelek sake i tego typu pychotki... w szafce nad lodówką znalazła pełno paczek chipsów, cukierki, oreo, pocky i inne smakołyki. Sięgnęła po mrożoną kawę i pudełko oreo, zrobiła krok do tyłu i wrzasnęła, co natychmiast zostało stłumione, ale słyszała też cichy krzyk kogoś innego... ktosiów. Przed nią stały dwie osoby. Jedna to był chłopak, a druga dziewczyna. 
- Matko, wystraszyliście mnie!- jęknęła cicho Sakura odejmując od swoich ust rękę chłopaka.- Kim jesteście?
Dziewczyna miała koło siedemnastu lat, proste czerwone włosy i piękne złote oczy. Ubrana była w białą sukienkę i srebrne trzewiki. Chłopak był ewidentnie starszy od Sakury. Miał nieokiełznaną czerwoną czuprynę, i oczy takie jak dziewczyna. Do tego ubrany był w rubinowe rurki, czarną koszulkę z szerokimi ramiączkami i glany.
- Dziewczyno, wystraszyłaś nas...- szepnął chłopak cichym głosem. - Jestem Nemezo, a to moja młodsza siostrzyczka Rin. A ty?
- Jestem Sakura.- powiedziała odwracając wzrok od chłopaka i uśmiechając się do dziewczyny, a ta natychmiast odwzajemniła jej uśmiech.- Co tu robicie? 
- To co ty. Jedzenie tu jest okropne!- powiedziała Rin ze wstrętem.- O, oreo, mogę?
Usłyszeli trzask, i rzucili się pod blat. 
- Nikogo nie ma? A wydawało mi się że....- niepewny głos pielęgniarki zmroził im krew. Wyszła trzaskając drzwiami, potem rozległ się dźwięk obracającego się klucza.
- Ale zajebiście, zamknięci w kuchni!- powiedział Nemezo z diabelskim uśmiechem. 
- Dlaczego jesteście tu? Chodzi mi że w sanktuarium?
- Mam dziewiętnaście lat, a Rin siedemnaście- jesteśmy rodzeństwem. Rodzice pojechali do domu, mają pracę. Rin miała zapalenie płuc, a ja jako ODPOWIEDZIALNY dorosły musiałem z nią zostać.. męczące..- westchnął, po czym dostał po łbie od siostry.
- A ty?- zapytała Rin ze spokojem targając za włosy brata.
- Wypadek, spadłam z klifu.- powiedziała Sakura z uśmiechem wskazując na bandaż na głowie, uniosła lekko sukienkę by pokazać ten na udach i łydkach. Na rękach były dość widoczne rany.
- Ale biedna! I lepiej się już czujesz?- zapytała Rin zaniepokojona.
- Tak, dzięki, a ty? 
Zaczęli gadać we trójkę. Okazało się, że Sakura i Nemozo słuchają tych samych zespołów, a z Rin mają wspólne ulubione sklepy z ubraniami i książki. Z lodówki wyciągnęli sake, sok, otworzyli kilka paczek chipsów, żelki i różne ciastka. Z sake i soku zrobili sobie drinki (w barku znaleźli też pełno likierów) i do tego dolali likieru kokosowego. Podjadając i sącząc pyszne piciu gadali o różnych duperelach, o swoich znajomych (okazało się że znają Sasoriego, to ich kuzyn!) i filmach. 
Jako że to było pierwsze piętro, bo małej imprezce wyszli oknem. Nemozo pomógł wyjść Sakurze, gdyż miała skręconą kostkę, choć stanowczo uznała że potrafi jeszcze skakać. Rin skwitowała to tylko uniesieniem brwi i cichym "Sakura, uważaj". 
Na dworze było ciepło. Był tu piękny i cichy park/las. Zmęczeni położyli się pod drzewem na trawie. Gadali jeszcze chwilę aż postanowili pójść spać. 
- Naruto...- szepnęła cicho i tęsknie, będąc pewna że jej nowi znajomi już śpią, bo oczywiście opowiedziała im o tej sprawie ze swoim "dobrym kumplem". Poczuła że z obu stron chwytają ją dwie dłonie. Jedna mała, delikatna, a druga smukła i ciepła.- Dziękuję...
I tak zasnęli. 
***
Podobało się? W tej notce było mało NaruSaku, ale będzie potem więcej :D
ps. liczę na ponad 10 komentarzy!


sobota, 14 grudnia 2013

65. Jak pokocham, to na zawsze.

Cześć! Wasza autorka wraca z nową notką. Starajcie się komentować. Proszę, serio. Bo to dodaje mi sił do dalszego prowadzenia bloga.. Więc jak wam się coś spodoba, proszę się nie bać i od razu komentować!
Zapraszam do czytania ;)
***
Sakura biegła przez las. Co chwilę się potykała o jakieś cholerstwa, to kamień, to wystający korzeń.... ale ile nie upadła, zawsze się podnosiła. Kolana jej krwawiły. Ale biegła dalej, musiała go znaleźć, musiał poznać jej uczucia. Ugryzła się wargę, upadając po raz kolejny.
- CHOLERA!! NARUUUUTOOO! ZABIJĘ CIĘ JAK CIĘ ZNAJDĘ!! KOCHAM CIĘ, IDIOTO!!- krzyknęła wniebogłosy.
Nie potrafiła wstać. Nie znajdzie go...
Spojrzała w niebo, a łzy popłynęły po policzkach.
Czemu?
Ona zawsze go rani. Zawsze.
STOP!
- Opanuj się, Sakura!- skarciła siebie samą. Wstała, otarła łzy i rozejrzała się wokół. Tylko jakieś głupie krzaczory i drzewa
- NARUTOOOOO!- wrzasnęła wbiegając między drzewa.
Potknęła się o coś dużego i zaliczyła glebę.
- Co za chujst... o....- warknęła, ale na widok leżącej osoby zamilkła.
Naruto.... miał zamknięte oczy i podrapane policzki. Ślady własnych paznokci na nich.
- Naruto...?- szepnęła, zbliżając się powoli na czworakach do chłopca. Wyciągnęła ku niemu rękę.
Spał. 
TAK, SPAŁ.
- Kretyn... Przeziębi się, śpiąc w takim miejscu...
Pogłaskała go delikatnie po zranionym policzku.
- Wiesz, Naruto? Nie słyszysz mnie, to nawet i lepiej. Zawsze jestem dla ciebie ciężarem. Sprawiam ci problemy. Ranię cię... Ah, no i jesteś kretynem, niewychowanym, głupim chłopakiem... ale cię kocham. Zawsze tak było. Moje uczucia nigdy się nie zmienią.- szeptała.- chciałam cię za wszelką cenę chronić, ale zawsze to ja byłam tą, przed którą powinieneś był uciekać. Nie wiem jakim cudem, ale pokochałeś mnie. Tą, wredną, samolubną mnie. Nie jestem ideałem, ale myślałam że wystarczę dla ciebie taka jaka jestem. Ale zawsze patrzałam na twoje plecy. I wtedy uświadomiłam sobie że nigdy cię nie dogonię. Zasługujesz na piękną i cudowną dziewczynę, nie takiego chama jak ja. Dlatego... żegnaj, Naruto. Znajdź sobie szczęście. Na nie właśnie zasługujesz. Jesteś, mimo że głupi, wspaniały i kochany... Kocham cię.- kiedy wypowiadała ostatnie słowa, pocałowała go w usta.
<Naruto śnił. Anioł mówił mu piękne rzeczy. Nagle, z rękawa szaty anioła, wyleciał motyl. Podleciał do niego i dotknął jego ust. Chłopak nie potrafił się w ogóle poruszyć. Chciał zatrzymać anioła. Czuł coś mokrego na policzkach. Łzy? Płakał? Czekaj, stój! Nie odchodź! Naruto powoli opadał w ciemność>
Sakura gwałtownie wstała, obróciła się i pobiegła za siebie.
Miała dość biegania jak na jeden dzień... uff...
- Hę? Ja płaczę? Serio?- zdziwiła się, przykładając ręce do policzków. Próbowała sobie wmówić, że nie. No ale fakt faktem.
Nagle straciła równowagę.
Klif.
Spadając na dół, nie krzyknęła ani razu. Wyszeptała tylko jedno słowo.
"Naruto".
***
Naruto obudził się zalany potem. Kiedy zdążyło zrobić się tak ciemno. Usiadł na ziemi, i leniwym ruchem podrapał się z tyłu głowy. Co do cholery...?
Ah. Sakura.... i jakiś sen. Anioł? Żegnał się.
Dostrzegł coś błyszczącego w krzakach. Podniósł się powoli, nadal rozespany. 
Schylił się po tę rzecz, a po chwili zorientował się że to...
- Bransoletka? Co tu to robi?
Hm....
- NIE. TO JEST OD SAKURY!- krzyknął.
Rozejrzał się przerażony.
- Sakura?! 
W tym momencie zorientował się, że to nie anioł się żegnał.
To była Sakura.
Pobiegł w tą stroną, gdzie znalazł bransoletkę. Instynkt kazał mu zwolnić. Powoli się zatrzymał. I całe szczęście, bo przed nim majaczył się stromy kilf.
- Matko, ja chyba bym zginął, gdyby...- przerwał gwałtownie.- to niemożliwe, nie?
Powoli podszedł do krawędzi. Było tu z piętnaście metrów, na dole same krzaki i piach.
A między tym...
- S-Sakura?- wyszeptał z wielkimi oczami. Szok. Na dole, między krzakami, leżała różowowłosa. Była nieruchoma i blada.
- SAKURA!- wrzasnął.
Zbiegł po łagodniejszej stronie kilfu. Jeśli ona z rozpędu wypadła z drogi, to nie masz szans żeby jeszcze...
Upadł przed nią na kolana. Położył ręce na twarzy. Jaka zimna!
Przyłożył ucho do klatki piersiowej.
PUM! PUM!... PUM! ....... PUM!
Jej serce biło coraz wolniej.
Całe kolana, ręce i twarz były zakrwawione. Z ust ciekła mała stróżka krwi.
Zdjął szybko kurtkę i otulił ją delikatnie. 
Nieobecny, mechanicznie, zaczął szukać telefonu.
Chwytając go, wykręcił numer Kiby.
- Kiba....? Ja... i Sakura znajdujemy się na dole klifu.... Przyślij lekarza...
Rozłączył się.
Wpatrywał się we twarz Sakury. Jej usta lekko się poruszyły.
- Naruto?- wyszeptała bardzo słabym głosem.
- Sakura! Jestem przy tobie, tylko nie umieraj, do jasnej cholery! Zaraz będzie tu lekarz, znajdą nas i będziesz cała i zdrowa! Rozumiesz?! Cała i zdrowa!- krzyknął.
- Hehe...- zaśmiała się i zakaszlała.- wierzę ci... Naruto, ja przepraszam. Nie dostrzegałam twoich uczuć. Koch...
- Cicho bądź na chwilę. Ja to powiem. Kocham cię, Sakura. Nigdy mnie nie opuszczaj, nigdy, rozumiesz?!- krzyczał coraz bardziej. A łzy leciały.
- Zamknij się, idioto. Nigdzie się nie wybieram. Widzisz, nic mi nie jest.- powiedziała, ale oczy jej się zamknęły.- muszę tylko chwilkę poleżeć.
- Sakura....
- Tak?
- Obiecasz że zawsze będziesz przy mnie?- mruknął, biorąc jej ręce we własne dłonie i chuchając na nie.
- No pewnie... a czemu pytasz?
- Dowiesz się już niedługo, więc postaraj się przeżyć. Jesteś pewna że chcesz przy mnie zostać? W końcu jestem kretynem!
Sakura zachichotała, ale szybko przycichła.
- Tak. Kocham cię taki jaki jesteś. Choć, masz rację, kretyn z ciebie. Ale czemu tak cały czas pytasz?
- Więc, musisz wyzdrowieć. Dopiero wtedy ci powiem.
- A będziesz przy mnie jak się obudzę?- wyszeptała, powoli zasypiając.
- Będę. Zawsze już przy tobie będę jak będziesz się budzić. I jak będziesz zasypiać...
I zasnęła.
Po kilku minutach przybiegł cały "obóz" wraz z Tsunade i Shizune.
Zmierzyły tętno.
- Dzwońcie po karetkę.
***
Tak sobie myślę, Sakura... Dlaczego wtedy umarłaś? Dlaczego mnie zostawiłaś? Zostały tylko wspomnienia. Ale ja nie chcę o tobie zapomnieć. Te szczęśliwe chwile.... Zostaną we mnie, na zawsze. Nigdy cię nie zapomnę, moja pierwsza, cudowna miłości.

------------
Taki mały żart, to się nie stało, wygłupiam się xd Musiałam się rozładować.... Tego nie było, hahahahhahah, i jak? Ale na początku (przed pisaniem tej notki) chciałam teraz zakończyć właśnie tak bloga.
***
Komentujcie, a będzie kolejna notka. Wybaczcie że takie to smutne dzisiaj, ale mam taki dzień... Liczę na co najmniej 10 komentarzy!! <3



sobota, 9 listopada 2013

64. Sake, zdjęcie i pocieszenie.

Kolejny post w ciągu ostatnich kilku dni. Jestem taka kochana! XD
http://www.youtube.com/watch?v=vRcY4bcx6sI
....
FAIRY TAIL POLSKA WERSJA. KOCHAM TO. ZAJEBISTE!!
Notka dla Sakury-chan, mała, nawet nie wiesz jak mi takimi komentarzami pomagasz! <3 
***
Sakurę obudził głośny trzask.
Leniwie otworzyła oczyska.
- Kto do kurny nędzy śmie przerywać mój se... ojć. Dzień dobry Pani Dyrektor.- Sakura wstała z podłogi na której spała, schowała za plecami butelkę po sake, spojrzała na drzwi wyrwane z zawiasów i leżące na ziemi. Na końcu spojrzała na swoją dyrkę.
- CO TO MA ZNACZYĆ?!- powiedziała Tsunade stojąc w miejscu gdzie powinny normalnie być drzwi, i stukając rytm palcami o framugę.
- Em... Ohg....- wymamrotała Sakura. Nagle poczuła chwyt za nogę.
- Sakura-chaaaan.... Daj sake... I pocałuj mnie....- szepnął Deidara trzymając ją za łydkę.
Żyłka na skroni starej torby pulsowała.
- Wy.... Macie sake?....- Sakura skuliła się.- I NIE ZAPROSILIŚCIE MNIE?!
Cóż, jak zwykle. Znowu wielka dżampra. Wszyscy się pobudzili. Do domku wparowało jeszcze kilka osób.
- Co to za hałasy?!- krzyknął Naruto wbiegając do domku. Hinata i Ino dostały krwotoku nosa, a Sakura odwróciła speszona głowę. 
Naruto był w samych bokserkach, a jego poczochrane włosy sprawiały, że wyglądał tak ostro i dziko...


         
- Oms. Stara tor.... znaczy się Tsunade-sama.- wyjąkał Naruto.
- Przyłącz się Uzumaki! Nie truj dupy!
- Z przyjemnością, psze Pani!
Naruto usiadł na łóżku koło Sakury. 
- Cześć, nieznajoma!- powiedział z uśmiechem i dał jej całusa w policzek.
- Witaj, nieznajomy!- odpowiedziała słodko się uśmiechając, i pocałowała go w usta.
- S-Sakura-chan! N-Nie przy wszystkich! Szczególnie przy dyrce! To zawstydzające!- jęknął cały zarumieniony.
Pani Tsunade trąciła go łokciem. 
- Hej, Uzumaki, nie bądź taki! Słodko razem wyglądacie!
Pociągnęła Naruto za włosy ku Sakurze, przez co ich twarze były w odległości kilku mm od siebie. 
- C-Co pani robi?! Nie jest pani dyrektorką? Powinna pani raczej nas rozdzielić!- twarz Naruto była coraz bardziej czerwona.
- Co ci, chłopcze? Całuj, już!
Chłopak westchnął, ale z przyjemnością pocałował swoją dziewczynę.
Sakura jednak wiedziała że coś jest nie halo.
- I tak ma być!- rzuciła odchodnym Tsunade, po czym skierowała się ku jedynej pełnej butelce sake, a po chwili rozegrała się walka, kto ją bierze, ona czy Jiraya (który chwilę później był zamknięty w szafie).
- Sakura, możemy pogadać?- szepnął Sakurze do ucha Naruto.
- Hę? No pewnie.- wstała z łóżka, i chłopak ciągnąc ją za rękę wyprowadził z pokoju.
Szli kawałek, a zatrzymali się dopiero przy jeziorze.
- W nocy... Odwiedził mnie Shikamaru. Dał mi to.- Naruto z ociąganiem podał jej prostokątny kartonik. Wizytówka? Nie, zdjęcie.
Z głosno bijącym sercem odwróciła go.

Zamarła. Zdjęcie wypadło jej z ręki i potoczyło się ku wodzie, by po chwili już pływać po tafli wody.
- Powiedział że to była butelka. Więc nie bardzo się tym przejąłem. Rób co chcesz.- to zabolało ją najbardziej. 
Spojrzał na nią. Te zdania które powiedział... wiedziała że to kłamstwo. Zbyt długo go znała. Jego oczy były jednak nieprzeniknione.
- Naruto... Ja przepraszam... Chciałam ci dziś o tym powiedzieć. To.. nic dla mnie nie znaczyło. Głupi pocałunek. Kocham tylko ciebie, wiesz?- sięgnęła ręką do jego twarzy. 
Zrobił krok w tył.
COFNĄŁ SIĘ.
Przerażona jeszcze bardziej, z trudem spojrzała mu w oczy.
Zawiść. Tak.
Powoli opuściła rękę.
- Jak mogłaś?! Powoli zaczynam wierzyć że ty wcale mnie nie kochasz! Że jestem tylko twoją zabawką! To JA jestem twoim chłopakiem! Jakbyś robiła to przy mnie, to byłoby wszystko spoko! Ale ty oczywiście robiłaś wszystko bym się nie dowiedział! Tak samo jak dzień spędzony z Gaarą! To może też było umówione spotkanie?! CO?! Jesteś nieczuła! W ogóle nie zważasz na to co czuję! Nawet nie wiesz...- tu spojrzał na nią. Nigdy nie widziała takiego bólu w jego oczach. Chwycił się za serce a łzy potoczyły mu się po policzkach.- nawet nie wiesz jak mnie ranisz. Jak cię kocham...
Gwałtownie się obrócił i z ogromną szybkością pobiegł w las. 
- Naruto!- krzyknęła. Zdjęła swoje klapki, rzuciła na ziemię i już miała zacząć biec, gdy kątem oka przyuważyła to. TO. Sprawcę całego tego zamieszania.
Powoli podeszła do wody, schyliła się i podniosła otrzepując z wody. 
Z piersi wyrwał jej się rozpaczliwy krzyk. Upadła na kolana, raniąc je przy tym kamieniami.
Łkając zgniotła zdjęcie. Płakała głośno.
Ktoś ją chwycił za ramiona i przytulił od tyłu. Zasłonił oczy ręką, by nikt z osób które właśnie przyszły na "plażę" nie widział jej gorzkich łez.
- Płacz, starsza siostro, to zawsze pomaga.... 
Kiba. 
Zawsze był dla niej jak brat, bo w sumie razem się wychowali.
Łkała cicho, a po chwili wziął ją na barana i wyniósł od ciekawskich spojrzeń dziewczyn.

- Co ty wyrabiasz?!
- Nie widzisz, starsza siostro?! Jak zwykle twój zgrabny tyłek ci ratuję!
Na ziemię opuścił ją dopiero w gęstwinie leśnej. Usiadł na ziemi, po chwili przybiegł Akamaru i położył się koło niego. Kiba poklepał miejsce naprzeciw siebie, pokazując jej gdzie ma usiąść.
- No więc, spowiadaj się mi jak mamusi.
- Ja mamusi nic nie mówię.
- Zamknij się i gadaj, głupi kocie!
Sakura z fochem usiadła po turecku i zaczęła opowieść. 
- W końcu to moja wina, muszę to rozwiązać...- podsumowała.
Kiba zamyślił się.
- Nie płacz. Naruto trochę poniosło. Widziałem tą wczorajszą historię, w końcu sam jestem jej sprawcą... to poniekąd moja wina. 
Pogadam z nim. Wytłumaczę mu co i jak. Okej? 
Sakura rzuciła mu się na szyję.
- Jesteś najlepszym moim przyszywanym braciszkiem! Dlatego cie kocham! Bardzo byłabym wdzięczna, ale nie mogę cię o to prosić. Sama to załatwię.
Wstała i się otrzepała. Spojrzała na swoje krwawiące kolana i brak obuwia.
- To lecę!
Z uśmiechem, ocierając łzy, pobiegła szukać swojego ukochanego.
Kiba patrzał w ślad za nią.
- Głuuupia.
***
Podobało się? Komentujcie! <3                                                                                  

Wprowadzenia o moich małych mang ;D






niedziela, 3 listopada 2013

63. Rybeńka i butelka.

Siemanczko, tu wasza walnięta autorka!! Mam nadzieję że żyjecie i oglądacie często anime, bo jak nie, cioteczka Yumi was znajdzie i popsika sprejem przyciągającym komary! Wybaczcie że was zostawiłam.. Więc zaczynamy! Ah, notka dla KOCHANEJ Wyroczni, witaj po raz trzeci na blogu, mała! <3 
***
WIENC.
Kiedy Sakura i Naruto przestali się miziać, pożegnali się, ale gdyż Naruto był załamany jej dniem spędzonym z Gaarą, musiała mu dać roślinkę w doniczce na pocieszenie. 
Cichaczem weszła do domciu, bo było trochę po ciszy nocnej, ustalonej przez Tsunade (swoją drogą star.. ups.. młoda dyrektorka spędzała tą piękną noc z Jirayą nad jeziorem, jedząc kraby i pijąc sake.)
-Sakur...chick...a...chick...chaaaaaaan!- ryknęła Tenten gdy Sakura przekroczyła próg swojego domku.
- Tenten?! Co ty robisz w naszym domku?! I to nawalona jak dzik?!- pisnęła Sakura wymachując nogą do której przyczepił się jej Tobi.- złaź, ty dyniowa, zboczona świnio!
Do ich pokoju przylazł Hidan, Tobi, Kakuzu, Tenten, Ino, Shikamaru, Neji, Hinata, Shino, Nagato i Yahiko.
- Co wy tu do kurde belki robicie?!- krzyknęła, ale chwilę później została powalona na ziemię przez Hidana, którego przewrócił żonglujący butelkami po sake (tak, pustymi ;_;) Shino.
- Daj buuuuziakaaa... Dziś noooc pocałunkówwww...- zaczął mruczeć wyżej wymieniony przygniatając ją do podłogi całym ciałem.
- H-Hidan, złaź! Jesteś ciężki!- wyspała.
Nagato kopniakiem zwalił Hidana i pomógł Sakurze wstać.
- Wybacz panienko (tak, tak, Nagato po pijaku zgrywał kamerdynera...), że mój kolega się tobie naprzykrzał.
- T-Tak... Nic się nie stało. 
KURDE KTO BY SIĘ PRZYZWYCZAIŁ DO NAGATO GRAJĄCEGO KURDE SEBASTIANA? (FANKI KURO SZALEJĄ)
-Ejejejeje, ten zbol Hidan podrzucił mi pomysł. BUTELKAAA!!- wrzasnęła Ino.
Wszyscy zgromadzili się wkoło.
- NIE, IDIOTO, ZNÓW PRÓBUJESZ ROBIĆ KWADRAT, NIE KOŁO!- krzyczał Sasori na Tobiego waląc go klapkiem po głowie. 
Zakręciła Sakura. 
- Tobi! Więc... - tu zaczęła naradzać się z Ino. - zdejmij maskę!
Wszyscy ucichli. 
Rozległa się pełna napięcia cisza. 
Sięgnął ku zapięciu maski..
Powoli poluzował..
Ostatni raz rozejrzał się...
I zdjął....

Rozległ się pisk.
- JAKI TY JESTEŚ BOOOOOOSKI!
- Omgf, omgf, omgf!!- Ino miała palpitacje serca.
Tobi szybko z powrotem założył maskę i objąłszy swoje kolana, zaczął się kiwać w przód i w tył, i w przód i w tył.
Kiedy się uspokoił, zakręcił butelką.
- Kisame! Ty rybo! Naślę na ciebie Happego! (kto oglądał Fairy Tail wie) -Dobra... Zatańcz na stole, śpiewając "jestem super seksi rybeńką" i po tańcu daj buziaka w usta Hinacie! Zasady każą, żeby pocałunek trwał CONAJMNIEJ pięć sekund! 
Kisame z zacieszem na ryju tańczył, a Deidara i Sasori rzucali w niego ślimakami. Po zakończonym boskim seksi tańcu, podszedł do Hinaty, nachylił się nad nią i. ...
- Kisame, ty głupi skurwysynu, odwal się od Hinatki! -ryknął Neji który wrócił z wychodka.
Rzucił się na rybeńkę, ale Gaara z Shino go powstrzymali. Przykuli go łańcuchem (w rzeczywistości to była linka wędkarska) do podłogi, nadal był jednak w kółeczku i brał udział w butelce. 
-Jako że Hinata i Kisame nie pocałowali się przez pewnego kretyna, zadanie spada na... -Tu Kiba rozejrzał się dookoła z głupim wyrazem twarzy. - NA SAKURĘ I SASUKE! 
Matko anime.
- Zrobię to, ale nie mówcie nic Naruto. Naprawdę go kocham. A poza tym, ten pocałunek nic nie znaczy, prawda? To tylko głupi buziak na kilka sekund. Jedyny prawdziwy pocałunek da mi Naruto.- powiedziała głośno i z uśmiechem. Ale kiedy Sasuke, zarumieniony zaczął się przybliżać, coś ją tknęło. Czemu serce jej bije jak kocha Naruto?! Strach to był, nie głębsze uczucia. Kochała bardzo Naruto, nie widziała nic złego w tym że pocałuje Sasuke. 
Ich usta się zetknęły. Musieli wytrwać 10 sekund w namiętnym pocałunku. Dla niej to nic nie znaczyło.



Po skończonym pocałunku, usiedli na swoich miejscach. To że się pocałowali, nie robiło na nich wrażenia, bo byli zwykłymi przyjaciółmi. 
- Sakura, kręcisz.- powiedziała Ino patrząc na nią zachwyconymi oczyma.
Następnie Sasori z Shino musieli się pocałować. 
- O fu... Autorko, jesteś głupia... - wymruczał Sasori z przerażonym wyrazem twarzy. (zaczął bić w ekran mojej komórki na której piszę!)
Kiedy skończyli, Sasori wybiegł z domku by zdezynfekować usta. Niestety przewrócił się i wpadł głową prosto w krowi placek.
- Fuuuu.. 
Biedny Sasori.
Potem Ino robiła striptiz, następnie Neji udawał perfekcyjną panią domu.
Butelkę zakończył pocałunek Konan i Nagato (ah, ta mordercza mina Yahiko). 
Wszyscy, szczęśliwi i roześmiani, zasnęli... No, prawie wszyscy zasneli szczęśliwi, bo jak tu ładnie spać na lampie, co, Shikamaru?
***
I jak wam się podobało? Wyrocznia, i jak?
Komentujcie!! ;*

niedziela, 1 września 2013

62. Wspomnienia z dzieciństwa, pocałunek i co tu dalej robić?

Hejka! Podobała wam się gra nad którą tak się namęczyłam?  Tu macie linka jak coś- http://liceum-konoha.blogspot.com/2013/08/zycie-sakury-gra.html . Wybaczcie że tak późno wsadzam notę, ale osłodzę wam nowy rok szkolny. Mam pomysł na zakończenie bloga. Notkę dedykuję Sakurze Haruno i Miku! ;) 

***
Ubranie się i ogarnienie przyszło Sakurze z trudem. Na wspomnienie minionej  nocy, chichotała i waliła głową w szafkę. W końcu, ubrana (dla ciekawych bluzka z logiem Linkin Park, zielone bermudy, czarne rzymianki, torba na ramię) i ogarnięta (by zmniejszyć szopę na głowie, użyła dużo jedwabiu do włosów) wyszła z domku. Nie widziała w najbliższej okolicy nikogo, więc zaczęła przedzierać się przez krzaczory by dotrzeć do jeziora. 
- Głowa cię nie boli? W końcu tak waliłaś głową że myślałem że zawieźć ciebie na intensywną terapię..- usłyszała w górze.
 Gwałtownie się odwróciła. Na gałęzi drzewa siedział Gaara uśmiechając się szeroko. On potrafi się uśmiechać? Kiedy patrzała tak na jego roześmianą twarz, coś ją tknęło. 
Szybko chwyciła się pierwszej z dołu gałęzi, i podciągnęła. Po chwili siedziała koło Gaary na szczycie, wśród liści.
- C- Co ty wyrabiasz?! Matko mangi i anime, myślałem że chcesz mnie walnąć, kobieto!- powiedział Gaara przykładając ręce do serca z przerażoną lekko miną.
- Nigdy nie widziałam cię takiego wyluzowanego! 
- W twoim towarzystwie zawsze byłem taki, pamiętasz?
Spojrzała na niego. O czym on mówił?
- Zresztą... Nie ważne. Spędzimy ten dzień razem? Chciałbym ci trochę o sobie poopowiadać. Ty musisz koniecznie mi coś o sobie powiedzieć.- stwierdził, zeskoczył i wyciągnął ku Sakurze ręce. - Skacz.
- N-No co ty! Zabiję się! Tu jest z pięć metrów! 
- Nie gadaj, tylko skacz. Nie bój się, złapię cię.- powiedział, a postanowiła mu zaufać.
Zamknęła oczy i poleciała. 
Nie zauważyła nawet gdy tkwiła w delikatnych i ciepłych objęciach czerwonowłosego.
- No i co, nie było tak źle, prawda?- zapytał i roześmiał się.
- No nie... Dzięki Gaa.- mruknęła i wyswobodziła się z jego objęć. Skąd jej się wzięło to Gaa?
- Jak... mnie nazwałaś? ... Niemożliwe..- przez chwilę jego wyraz twarzy był czuły i rozmarzony, po chwili powrócił do uśmiechu i szczerzenia ząbków. - Okej, idziemy?
Poszli w prawo, ku gęstemu lasu. 
Poprosiła by zaczął pierwszy mówić.
- Wychowałem się w wiosce liścia, tak jak większość z nas. Moi rodzice są szczęśliwym małżeństwem, dzięki Bogu. Dorastałem z starszą siostrą i bratem, Temari oraz Kankuro. Nie wiedziałaś? To teraz wiesz. Nie rób takiej zdziwionej miny. Nic nie mów. Zamknij się, Sakura, ja tu się zwierzam, heeeloooł! Codziennie o ósmej, kiedy miałem pięć lat, bawiłem się na placu zabaw w towarzystwie mojego rodzeństwa. Pewnego dnia, kiedy bawiłem się w ninja i skakałem po drzewach, tak, skakałem po drzewach, nie odzywaj się, pod drzewo na którym właśnie stałem, podeszła mała dziewczynka, mniej więcej w moim wieku. Była taka urocza, że zauroczony nie mogłem odmówić kuszącej propozycji wspólnej zabawy. Okazało się że mimo pięciu lat, jak się okazało, jest bardzo mądra i zwinna. Spytała mnie czy jestem aniołem. Okazało się, że rodzice jej mówili, że anioły siedzą często na drzewach i bije od nich blask. Wyciągnąłem ku niej rękę, a wtedy ona zaśmiała się i sama chwyciła się gałęzi i wskoczyła na drzewo. Byłem cholernie zdziwiony - tu Gaara zaczął się śmiać - ale zachwycony nową przyjaciółką bawiłem się z nią. Kiedyś nawet pocałowałem. Nie pamiętałem jej imienia, ale przed gimnazjum się tu przeniosłem, i, wiesz co? Znalazłem dziewczynę bardzo podobną do niej! Obserwowałem ją zawsze z daleka. Potem okazało się, że dziewczynka z dzieciństwa i ona to jedna i ta sama osoba!- odgarnął liście jakiejś paproci by Sakura mogła przejść.
- Czyli można by powiedzieć że jesteś szczęściarzem! 
- Tak, można. Ale najgorsze jest to, że chyba się w niej zakochałem.
- Co w tym złego?- spytała Sakura ze zdziwieniem. 
- To, że ona kogoś kocha. A o mnie chyba zapomniała. Mała, zielonooka istotka już mnie nigdy nie pokocha. 
Sakura zastanowiła się. Jego historia była jej dość znana. Nie wie czemu, no ale... Czemu ją tak serce boli? Z żalu o niego? Smutno jej że dziewczyna, która go kocha, go nie chce?
- Zastanawiasz się kto to był?- zapytał, przenosząc na nią łagodne, miękkie spojrzenie.
Zaciekawiona była, to fakt.
Tak szybko do niej podszedł że nawet tego nie zauważyła. 
- Więc ci powiem...- szepnął gładząc ją po twarzy i całując - Ty, moja zielonooka istotko. To nasz pierwszy prawdziwy pocałunek. I ostatni. Kochałem cię przez całe moje życie. Pamiętasz?
Była zszokowana i oniemiała, nie potrafiła się ruszyć. 
- T-tak. Jak mogłam o tym zapomnieć?
Przypomniała sobie wszystko. Radosnego chłopca, zabawy, dziecinny pocałunek. Jej pierwsza miłość. - Tak, ale ja... kocham Naruto. Ciebie też kocham, ze względu na tamte lata. Daj mi powód bym mogła cię teraz pokochać, ale jak przyjaciela. Wybacz.- powiedziała na końcu z delikatnym uśmiechem, otarła najpierw swoje, potem jego łzy i pocałowała w policzek.
- Od nowa? 
- Od nowa.
***
Kiedy wrócili, zapadł już zmrok. Uśmiechnęła się na pożegnanie do niego i pomachała. Kiedy zniknął w swoim domku, już miała wchodzić do swojego, gdy poczuła ucisk na ramieniu.
Naruto!
- Co ty wyrabia...- nie dokończyła. Chłopak przycisnął ją do drzewa.
- Ja... Ja nie potrafię! Włóczysz się z chłopakami... Jesteś moja! Powinnaś mnie kochać! Nie widzisz że ja cię bardzo kocham?!- Naruto zaczął płakać.- Najbardziej na świecie! 
Sakura uśmiechnęła się pobłażliwie.
- Ty idioto.
Pocałowała go. Prawdziwy, gorący pocałunek.
- Nigdzie się nie wybieram.- dodała wtulając się w niego i pozwoliła by łzy potoczyły się jej po policzkach.
***
I jak? Liczę na jak największą liczbę komentarzy. Obiecuję, że epilog będzie zdumiewający, ale szczęśliwy. Niestety, koniec bloga następuje niedługo, choć jeszcze nie teraz. Zakończę w odpowiednim momencie, byście się mogli nacieszyć blogiem. Pokochałam was przez ten czas, który pisałam..